Święci

(229 - listopad - grudzień 2019)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Odpuść nam nasze winy

Magdalena Trybus

Youcat nr 524

 

Co znaczy „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”?

Miłosierne przebaczenie - takie, którego udzielamy innym, i to, którego sami pragniemy - są ze sobą powiązane. Jeśli sami nie jesteśmy miłosierni i nie przebaczamy innym, miłosierdzie Boże nie dosięgnie także naszego serca.

Wielu ludzi przez całe życie nie potrafi przebaczyć. Głęboka blokada przed pojednaniem jest do usunięcia tylko ze względu na Boga, który nas przyjął „gdy jeszcze byliśmy grzesznikami” (Rz 5,8). Ponieważ mamy dobrotliwego Ojca, możliwe są przebaczenie i życie w zgodzie. 

 

Z przebaczeniem od początku istnienia ludzkości mamy spory problem. Z brakiem przebaczenia spotykamy się między narodami, w rodzinach, miejscach pracy, „po sąsiedzku”, ale też w Kościele – we wspólnotach, parafiach czy innych środowiskach tzw. kościelnych. Jednak myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że bez przebaczenia nie ma życia i przede wszystkim chrześcijaństwa. 

Z biegiem lat nabieramy świadomości, że codziennie popełniamy błędy, ulegamy słabościom i grzeszymy. Pozwalając Duchowi Świętemu przekonywać nas o grzechu, widzimy, że zarówno Bogu, jak i drugiemu człowiekowi winniśmy często nie tylko słowo „przepraszam”. Potrzebujemy zatem przebaczenia. Jezus uczy nas, że o przebaczenie trzeba prosić… 

Tym, co ujmuje dobrego Ojca, by dziecku okazać łagodne oblicze przebaczenia jest żal lub jak mówili ojcowie pustyni, skrucha serca. Papież Franciszek w jednym z komentarzy do tej prośby Modlitwy Pańskiej, mówi o „łasce wstydu”. Ilustruje to pojęcie trzema historiami osób, związanymi z męką Jezusa. Pierwsza, to doświadczenie Piotra po zdradzie Pana Jezusa, który słysząc piejącego koguta, gorzko płacze. Płacze, bo zawstydził się, że zdradził ukochanego Pana i Przyjaciela. Druga historia dotyczy Dobrego Łotra. Wisząc na krzyżu zawstydził się swojego życia obarczonego przestępstwami i w ten sposób „wstydem wkrada się do raju”, jak pisze św. Augustyn. Trzecia, wydaje się najbardziej tragiczna – to historia Judasza. Kiedy orientuje się, że jego działanie sprowadziło na Mistrza śmierć, wyznaje wobec kapłanów: „zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”. Jest mu wstyd. Nie otrzymując zrozumienia i nadziei od ludzi, wiesza się. Papież przypuszcza jednak, że ta historia nie kończy się w tym momencie. W bazylice św. Marii Magdaleny w Vézelay, w Burgundii jest średniowieczny kapitel. Z jednej jego strony widnieje powieszony Judasz, a z drugiej Dobry Pasterz, który bierze go na ramiona i zabiera ze sobą. Na ustach Pasterza jest cień uśmiechu. Być może intuicja ludu Bożego czasów średnich chce nam podpowiedzieć, że historia Judasza ma zakończenie, mimo wszystko, w Bożym miłosierdziu? 

Wydaje się, że obecnie duch tego świata próbuje wyeliminować nie tylko uczucie wstydu, ale nawet samo pojęcie. Wstyd jest według kanonów zdrowej psychologii czymś, co nas chroni. Jest jak sygnał, który komunikuje: „uważaj, niebezpieczeństwo”, dotyczy to szczególnie sfery intymnej. Podobnie rzecz ma się w kwestii ducha. Jeśli nie odczuwam wstydu z powodu mojego grzechu, trudno o żal, o praktykowanie skruchy serca i nawrócenie. Narażam się na niebezpieczeństwo – utratę prawdziwego życia.

Boże przebaczenie ma też obok żalu drugie „uwarunkowanie” – przebaczenie tym, którzy wobec nas zawinili. Pięknie obrazuje to przypowieść o nielitościwym dłużniku (Mt 18, 23-35), któremu darowano dług nie do spłacenia, a sam nie chciał darować współsłudze niewielkiej kwoty pieniędzy. 

Rozważając kwestię przebaczenia drugiemu człowiekowi trzeba mieć świadomość, że względem siebie jesteśmy zawsze dłużnikami. Nosząc w sobie „zranienie natury” jako skutek grzechu pierworodnego będziemy ranili siebie wzajemnie czy chcemy tego czy nie. Są sytuacje, gdy nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak nasze słowa, gesty czy sposób zachowania rani naszych bliźnich i vice versa. 

Praktykowanie przebaczenia pozwala innym odróżnić nas, wierzących od ludzi żyjących duchem tego świata. Będąc w przyjaźni z Duchem Świętym jesteśmy zdolni do przebaczenia. Jeśli mamy świadomość jakie świństwa przebaczył nam Bóg, możemy przebaczyć drugiemu człowiekowi – pomimo trudnych emocji i zachowania w pamięci wyrządzonej nam krzywdy. 

Często usprawiedliwiamy brak przebaczenia czy nawet zachowywanie urazów stwierdzeniem, że osoba krzywdziciela nie prosi mnie o przebaczenie. Nie musi! Św. Paweł pisze: „przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 32). Ojciec niebieski przebaczył nam grzech, gdy Jego Syn umarł na krzyżu, „gdy my jeszcze byliśmy grzesznikami” (Rz 5, 8). Przebaczył nam zanim Go o to prosiliśmy, na kredyt. 

Podnosimy też często argument, że przebaczenie jest łaską. To prawda – przebaczenie jest łaską. Jednak, jak mówią mistycy: wszystko jest łaską. Łaska ma to do siebie, że zawsze można o nią prosić i prosząc, podjąć. Jeśli nie podejmujemy łaski przebaczenia, nie tylko wykluczamy siebie z łaski Bożego przebaczenia, ale również zrywamy więzi we wspólnocie ludzkiej i szkodzimy sobie. Pozbawiamy siebie (i drugiego) daru spotkania i wymiany miłości. Nie muszę mieć nie wiadomo jakich uczuć względem mojego krzywdziciela, ale mogę podjąć decyzję, że chcę mu przebaczyć i zachować dla niego życzliwość. 

Pamiętam przeczytaną kiedyś historię Wild Billa Cody'ego. Wild Bill był Żydem, adwokatem, mężem i ojcem pięciorga dzieci. W 1939 r., w dniu wybuchu II wojny światowej, mieszkał w żydowskiej dzielnicy Warszawy. Kiedy Niemcy dotarli do jego domu, wyprowadzili mieszkańców z budynku i ustawili wszystkich pod ścianą. Na jego oczach zabili mu całą rodzinę. Mimo błagań, by jego również zabili, oszczędzono go i wcielono do grupy roboczej, ponieważ mówił po niemiecku. Tak trafił do obozu w Wuppertalu. Po zakończeniu wojny służył niezastąpioną pomocą podczas likwidacji obozu. Jedna z osób zespołu medycznego, która współpracowała z Wild Billem w tej akcji, z zaskoczeniem stwierdziła, że mimo sześcioletniego pobytu w obozie, morderczej pracy i głodowych racji żywnościowych, ten człowiek zachował wyprostowaną sylwetkę, jasne spojrzenie i niesamowitą energię, a dodatkowo cieszył się przyjaźnią współwięźniów. Zapytał więc Wild Billa jak to możliwe. Usłyszał następującą odpowiedź: „Byłem adwokatem. Podczas mojej praktyki zbyt często widziałem, co nienawiść może zrobić z umysłami i ciałami ludzkimi. Nienawiść zabiła sześć najdroższych mi osób. Dlatego też zdecydowałem, że przez resztę mojego życia – czy będzie to parę dni, czy wiele lat – będę kochać każdego człowieka, którego spotkam”.