Być mężczyzną

(137 - maj - czerwiec 2005)

Ojcowie wiary

Andrzej Krynicki

Rola ojca w życiu duchowym rodziny to przede wszystkim otwartość na działanie Ducha Świętego, to nieustanne odczytywanie Bożej myśli dla niego i jego bliskich
Kiedy poproszono mnie o napisanie artykułu „rola mężczyzny w życiu religijnym rodziny” pomyślałem, że moje doświadczenie męża i ojca nie upoważnia mnie jeszcze do autorytatywnego wypowiadania się na ten temat. Wprawdzie odby­wam na co dzień „zajęcia praktyczne” z wypełniania roli w życiu religijnym mojej rodziny, ale uznałem że nie potrafię jednoznacznie sprecyzować co należy do istoty tej roli. Kiedy podejmuję trud reli­gijnego wychowywania moich dzieci, to najczęściej doświadczam własnej nieudolności i bezsilności. Dlatego postanowiłem prześle­dzić biblijne przykłady mężczyzn, którzy podejmowali wysiłek kształ­towania religijności swych bliskich.

Abraham

W Księdze Rodzaju czytamy: „Abraham dał swemu synowi, które­go mu Sara urodziła, imię Izaak. Abraham obrzezał Izaaka, gdy ten miał osiem dni” (Rdz 21, 3-4). Abraham nadał imię i dokonał obrzezania syna. Obie te czynności, zwłaszcza obrzezanie - znak przymierza z Bogiem, można uznać za akt włączenia Izaaka do społeczności rodziny, do wspólnoty wiary.

Możemy powiedzieć, że pierwszą rolą ojca w życiu religijnym rodziny, jaką pokazuje nam Abra­ham, to włącznie potomka do wspólnoty. Oj­ciec jest odpowiedzialny za wprowadzenie dziecka do wspólnoty Kościoła. Do ojca należy troska o chrzest dziecka, o przygotowanie całej rodziny do tego sakramentu w sensie duchowym i organiza­cyjnym. Myślę, że dotyczy to również pozostałych sakramentów inicjacji chrześcijań­skiej. Kiedy cho­dziłem na spotkania i próby przygotowujące moją córkę do Pierwszej Komu­nii Świętej, to byłem jed­nym z nielicznych tatu­siów, a dotarło do mnie wówczas, że jest to wła­ś­nie rola ojca.

Jakub

Patriarcha Jakub tuż przed śmiercią błogosławi swoich synów (Rdz 49, 1-28). Właściwie można powiedzieć, że zapowiada jaki los ich czeka. Według słów Jakuba losy synów bę­dą różne - znajdujemy tam zarówno błogosławieństwa, jak i przekleństwa. Pokazuje im że zło i dobro które miało miejsce w ich życiu przynosi właściwe dla siebie owoce. Jakub uświadamia synom, że popełnione zło nie pozostaje bez konsekwencji, a uczynione do­bro jest źródłem łaski Pana.

Patrząc na Jakuba odczytuję, że zadaniem ojca jest nazywać zło i dobro po imieniu i przez to uczyć dzieci umiejętności rozróżniania między jednym, a drugim. Dzieci od oj­ca powinny też dowiedzieć się jakie są konsekwencje kroczenia drogą Pańską, a jakie są skutki wykraczania po za Prawo Boże.

Jetro

O ojcu Mojżesza wiemy tylko, że był to „pewien człowiek z pokolenia Lewie­go” (Wj 2, 1). Mały Mojżesz tuż po narodzeniu został adoptowany przez księżniczkę egipską i wy­chowywał się na dworze faraona. Z tego co odsłania przed nami Biblia moż­na powiedzieć, że pierwszym mężczyzną stanowiącym dla niego autorytet religijny, był dopiero jego teść Jetro kapłan Madianitów.

Zwróciłem uwagę na trzy wypowiedzi Jetry. Po pierwsze życzy Mojżeszowi pokoju, gdy ten zgodnie z bożym poleceniem, usłyszanym w krzaku ognistym, postanawia jechać do Egiptu (Wj 4, 18). Po drugie okazuje radość z dzieł, których Bóg dokonał rękami Moj­żesza, a jednocześnie przez modlitwę wielbiącą wskazuje Kto jest źródłem tych czynów (Wj 18, 9-10). Po trzecie spieszy Mojżeszowi z radą, gdy ten boryka się z rozsądzaniem problemów powstałych wśród Ludu Wybranego (Wj 18, 19-20).

Przyglądając się postaci Jetry zadałem sobie pytanie, czy jestem źródłem pokoju dla moich dzieci, czy nie jest tak, że częściej rozdrażniam je przez brak zaufania lub nieuza­sadnione pretensje? Czy zachęcam je do modlitwy i wdzięczności Bogu? Czy potrafię przychodzić z radą, tak by nie narzucać się i nie niszczyć ich własnych pomysłów i inicja­tywy?

Mojżesz

Synami Mojżesza byli Gerszom i Eliezer, ale o nich i o ich relacji z ojcem wiemy niewie­le. Jednak był ktoś dla kogo Mojżesz był duchowym przewodnikiem, to młodzieniec Jo­zue, syn Nuna. Pierwsza scena, którą chcę przypomnieć to walka z Amalekitami; Jozue dowodzi walczącymi Izraelitami, a Mojżesz w tym czasie modli się na szczycie góry z rę­kami uniesionymi ku niebu (Wj 17, 9). Po zwycięstwie Izraelitów „Pan powiedział do Mojżesza: Zapisz to na pamiątkę w księgę i wyryj to w pamięci Jozuego” (Wj 17, 14).

Mojżesz daje nam wzór wsparcia modlitewnego, tarczy modlitwy dla tych którzy byli mu przez Boga powierzeni. Możemy powiedzieć, że zadaniem Mojżesza było po pierw­sze wspierać modlitwą działania swego pomocnika Jozuego, a jednocześnie dbać o to by jego duchowy syn miał oczy otwarte na boże dzieła, by potrafił dostrzegać w wydarze­niach swego życia rękę Pana. Widzę tu także zadanie ojca polegające na ukazywaniu dziecku, że wszystko co przynosi codzienność - radości i smutki - jest darem bożym, że każde zdarzenie może nas ubogacić duchowo.

Piękna jest też scena, którą odnajdujemy w dalszej części Księgi Wyjścia: „Pan roz­mawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. Potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, Jozue, syn Nuna, młodzieniec, nie oddalał się z wnętrza namiotu” (33,11). Jozue miał przywilej przebywać w Namiocie Spotkania, gdy Mojżesz modlił się. Myślę że ważnym doświadczeniem dla dzieci jest widzieć ojca, który staje przed Panem by rozmawiać z Nim twarzą w twarz. Czy dzieci widzą mnie jak się modlę?

Heli

W kolejnym wybranym przez mnie przykładzie również występują postacie, których nie łączą więzy krwi, ale ich związek duchowy może nam powiedzieć coś ważnego o roli ojca jako przewodnika religijnego rodziny. Mam na myśli kapłana Helego i małego Samuela, który jako chłopiec został oddany do służby w świątyni. Samu­ela w czasie snu budził głos wzywający go po imieniu. Chłopiec przeko­nany, że to jego opiekun Heli wzywa go, zgłaszał się przed nim, wyrywając kapłana ze snu. Heli kolejny raz rozbu­dzony przez Sa­muela pojął wreszcie, że chłopiec słyszy głos Pa­na. Polecił mu przy następnym wezwaniu odpowiedzieć:
Mów, bo sługa Twój słu­cha” (1 Sm 3, 10). Znamienne jest to, że Heli, wychowawca Samu­ela, miał kłopot z własnymi sy­na­mi. Dopuszczali się wielu nieprawo­ści i byli zgorszeniem dla lu­du „synowie Helego, istni synowie Be­liala, nie zważali na Pana ani na prawa kapłań­skie wobec ludu” (1 Sm 2, 12-13). Sło­wo, które Pan skierował w widzeniu do małego Samuela do­tyczyło właśnie rodziny Helego: „da-łem mu po­znać, że ukarzę dom jego na wieki za grzech, o którym wiedział: synowie jego bo­wiem ściągają na siebie przekleństwo, a on ich nie skarcił” (1 Sm 3, 13). Samuel bał się przeka­zać Helemu to Słowo, lecz stary kapłan przymusił go i poznając prawdę odpowiedział: „On jest Pa­nem! Niech czyni, co uznaje za dobre
(1 Sm 3, 18).

Od Helego ojcowie mogą się nauczyć, że nale­ży uwrażliwiać dzieci na Słowo, uczyć je zasłucha­nia w głos Boga, ale także jak przyjmować to Sło­wo nawet gdy zapowiada ciężkie doświadczenia. Także z zaniedbania Helego możemy się wycią­gnąć pozytywny wniosek, że nie dobrze jest po­błażać gdy dzieci postępują źle, zadaniem ojca jest karcić i napominać. Wprawdzie Heli mówił do swoich synów: „czemu dopuszczacie się tych czynów, wszak od całego ludu słyszę o waszym niewłaściwym postępowaniu
(1 Sm 2, 23), ale najwyraźniej była to za mało radykalna postawa, skoro Bóg zarzuca mu, że ich nie karcił.

Dawid

Król Dawid miał wielu synów i byli oni dla niego źródłem radości, ale też wielu udręk. Bóg doświadczył go śmiercią syna urodzonego z Batszeby. Inny z synów Amnon zgwałcił swoją siostrę Tamar. Absalom zamordował Amnona, wzniecił wojnę domową, publicznie obcował z nałożnicami ojca. Adoniasz próbował obwołać się królem jeszcze za życia Da­wida. Patrząc na dzieci Dawida można by powiedzieć, że nie najlepiej ukształtował swych synów, słabo zaprawił ich w przestrzeganiu Prawa Pańskiego. Wydaje się, że bardzo ko­chał ich, ale zbytnio im pobłażał.

Jest jednak coś co sprawia, że Dawida też postanowiłem wziąć jako wzór ojca. Naj­lepsze świadectwo o nim dał syn Salomon, który był jago następcą na tronie Izraela. Król Salomon po zbudowaniu świątyni, która była zamysłem Dawida, zrealizowanym z woli Boga dopiero przez Salomona (patrz 1 Krl 8, 18-19), wypowiedział modlitwę, w której są słowa: „Boże Izraela, dotrzymaj słowa Twemu słudze, memu ojcu, Dawi­do­wi, jak mu przyrzekłeś, mówiąc: Nie będzie ci odjęty wobec Mnie potomek na tro­nie Izraela, jeśli tylko twoi synowie strzec będą swej drogi postępując wobec Mnie tak, jak ty wobec Mnie postępowałeś” (1 Krl 8, 25). Tym samym Salomon przyznał, że przestrzegał drogi Pańskiej na wzór swego ojca Dawida. Można powiedzieć, że Salomon uznał swego ojca jako tego, który zaszczepił mu wiarę. Jest to dla mnie najważniejsze za­danie jakie ojciec ma do wypełnienia wobec swoich dzieci, przekazać im depozyt wiary.

Ważne też mi się wydaje to dawidowe pragnienie wzniesienia świątyni. Salomon przejął tę myśl od swego ojca i z łaski Boga zrealizował ją. Świątynia jest po to, by lud mógł się gromadzić na wspólnym celebrowaniu liturgii, by mógł wspólnie sprawować te obrzędy, które pozwalają ludziom zbliżyć się ku Bogu. Widzę to jako kolejne zadanie oj­ca - rozmiłować dzieci w liturgii. Ojcowie, czy nasze dzieci widzą nas służących przy oł­tarzu?

Matatiasz

W czasach gdy Izrael został podbity przez Antiocha Epifanesa żył kapłan Matatiasz z po­kolenia Joariba, który miał pięciu synów. Matatiasz przeciwstawił się królewskiemu de­kretowi, który pod groźbą śmierci nakazywał odrzucenie Prawa i przyjęcie pogańskiego kultu. Wraz z synami wzniecił powstanie by stawić opór najeźdźcy. Gdy Matatiasz zbliżył się do kresu swoich dni rzekł do synów: „teraz więc, dzieci, brońcie Prawa, a nawet ży­cie swoje oddajcie za przymierze, zawarte z waszymi ojcami” (1 Mch 2, 50). Trzej z nich rzeczywiście oddali życie w walkach. Może trudno nam porównywać się z Matatia­szem, bo on wychowywał swoich synów w warunkach ekstremalnych. Miał do wyboru wyrzec się wiary albo ryzykując utratę życia stanąć do walki. Mimo to uczy nas hierarchii wartości ważnej także w warunkach pokoju; wierność Bogu ważniejsza jest niż dziecko, niż jego życie. Może powinniśmy sobie zadać pytanie, czy wykształcenie, pozycja spo­łeczna, uposażenie naszych dzieci nie jest dla nas ważniejsze od ich rozwoju duchowego?

Józef

Józef mąż Maryi, przybrany ojciec Jezusa, głowa Świętej Rodziny pokazuje nam że oj­ciec jest potrzebny gdy przed rodziną piętrzą się trudności, gdy dzieje się źle (gdy jest do­brze też jest potrzebny, ale te sytuacje omawiamy w innych przykładach). Kiedy trzeba działać anioł przychodzi we śnie do Józefa, nie do Maryi. ”Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” (Mt 2, 13). W Józefie znajdujemy wzór ojca - opiekuna, tego który nie wpada w panikę w chwilach zagrożenia. On wie jak rozpoznać boży głos, w Kim pokładać nadzieję. Wie że zło można przeczekać, przetrwać. Umie też rozeznać, kiedy ze złem walczyć, a kiedy przed nim umykać.

Zebedeusz

Zebedeusz był rybakiem z Gali­lei, ojcem apostołów Jakuba i Jana. W Ewangelii wg św. Mar­ka czyta­my: „Jezus idąc dalej, ujrzał Jaku­ba, syna Zebede­usza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i na­prawiali sie­ci. Zaraz ich powołał, a oni zo­stawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w ło­dzi i poszli za Nim” (1, 19-20). Ewan­ge­lista nie odnotował cienia sprze­ciwu ze strony ojca, gdy Je­zus w środku roboty zabrał mu sy­nów. Możemy od Zebede­usza uczyć się zgody na to, że Jezus wzy­wa na­sze dzieci i niejako za­biera je nam. Uczy nas, że Bóg może mieć inne plany wobec naszych latorośli niż nam się zdawało.

Ojciec syna marnotrawnego

W postawie ojca, którego postać ukazał nam Jezus w przypowieści o synu marnotraw­nym, moją uwagę zwróciła jedna rzecz; stworzył on w swoim domu taką atmosferę, takie środowisko miłości, że młodszy syn w najcięższym położeniu, mimo poczucia winy, mi­mo pragnienia bycia niezależnym, pomyślał: „zabiorę się i pójdę do mojego oj­ca” (Łk 15, 18). Myśląc po ludzku można by powiedzieć, że odejście syna było „spale-niem mo­stów”. Tymczasem okazało się że droga powrotu była otwarta i to szerzej niż młodzie­niec się spodziewał, bo liczył już tylko na pozycję najemnika: „uczyń mnie choć­by jed­nym z najemników” (Łk 15, 19). Ewangeliczny ojciec wychodzi naprzeciw także ku dru­giemu synowi, który urażony uroczystym przyjęciem młodszego brata nie chciał wejść do domu. Z tego wzoru uczymy się, że ojciec jest tym, którego dom jest zawsze otwarty dla dzieci (myślę że tę otwartość można też rozciągnąć na te dzieci, które się jeszcze nie na­rodziły), który przebacza, który stara się pogodzić skłócone rodzeństwo.

Domyślam się, że w Biblii jest jeszcze wiele postaci i tekstów mówiących o religijnej roli ojca. Podzieliłem się tymi, które znam, które przemawiają do mnie. Mam świa­domość że przytoczone przeze mnie przykłady nie wyczerpują całego tematu, nie poru­szają wszystkich aspektów rodzinnej religijności. Nasza wiara nie jest jakimś dodatkiem do codziennych spraw, jakąś pasją której oddajemy się wyłącznie w wolnych chwilach, ona powinna przenikać całe nasze życie, dlatego myślę że nasze życie religijne jest rze­czywistością na tyle dynamiczną, że trudno zamknąć je w jakiś zbiór wytycznych mówią­cych jak postępować. Stąd też uważam, że rola ojca w życiu duchowym rodziny to przede wszystkim otwartość na działanie Ducha Świętego, to nieustanne odczytywanie Bożej myśli dla niego i jego bliskich.