Oaza II stopnia

(164 - kwiecień 2009)

Opowieść

Andrzej Krynicki

Spróbuję prześledzić po kolei, krok po kroku, w jaki sposób Ten Który Jest, wyprowadził swój lud z domu niewoli

Historię, którą chcę wam opowiedzieć, pewnie doskonale znacie. Słyszeliście o Wyjściu, o plagach, przejściu przez morze, o Synaju i kamiennych tablicach. Słyszeliście na pewno także o mnóstwie innych wydarzeń, które działy się w czasie tej historii. Spróbuję przedstawić ją trochę inaczej - prześledzić po kolei, krok po kroku, w jaki sposób Ten Który Jest, wyprowadził swój lud z domu niewoli.

Wszystko zaczyna się gdy pewien młody zabójca zmuszony jest opuścić granice kraju, który dotąd zamieszkiwał. Właściwie dla niego ta historia zaczyna się trochę później. Brnąc przez pustynię, jeszcze nie wie, jaki los mu zgotował Bóg. Trzeba przyznać, że był z niego niezły chojrak - ledwie żywy po przebyciu piasków pustyni, wdał się w bójkę przy studni z miejscowymi pasterzami. Oczywiście, powód stary jak świat, poszło o dziewczyny. Wpadła mu w oko jedna z siedmiu córek lokalnego kapłana. Za to, że obronił je przy pojeniu stada, otrzymał gościnę, a w końcu tę upatrzoną córkę - za żonę. Można rzec, szybko i nieźle się urządził na tej przymusowej emigracji: żona, wkrótce syn, spokojna praca przy stadach teścia, a władze Egiptu (skąd zbiegł) nie wystąpiły o ekstradycję - żyć nie umierać.

     Tu jednak następuje niespodziewany zwrot akcji. Mojżesz (bo oczywiście o nim mowa) pasąc jak co dzień owce Reguela swego teścia, zobaczył płonący krzew. Krzak się palił, ale się nie spalał, a gdy Mojżesz podszedł bliżej przemówił głosem Boga.

     Mojżesz uciekł z Egiptu, ale nie był Egipcjaninem. Urodził się w jednej z żydowskich rodzin, których wiele zamieszkiwało kraj nad Nilem. Jego rodacy byli tam niewolnikami. Było to w czasach, gdy faraon kazał zabijać hebrajskich chłopców, bo bał się, że Izrael zdominuje jego lud. Mojżeszowi jednak się powiodło, adoptowała go córka faraona. Ocalał cudem - już wówczas wybrał go Bóg. On jednak dowiedział się o tym dopiero teraz, stojąc przy tym niezwykłym ognistym krzewie.

Bożym zamiarem było wydobyć lud z niewoli egipskiej i poprowadzić do Ziemi Obiecanej. Nie spodobało się Mojżeszowi to co usłyszał, bo miał stać się Bożym narzędziem do realizacji tych planów. Próbował wykręcać się na wszystkie sposoby: „kimże jestem”, „cóż mam mówić”, „a jeśli nie uwierzą”, „język mi się plącze”, „poślij kogo innego” itd. Bóg jednak nie dał za wygraną, polecił ruszać i przypomniał, że może się wesprzeć na swoim bracie Aaronie. Od tej pory Mojżesz stał się innym, człowiekiem. Z kijem pasterskim w ręku, którym za sprawą Boską miał władzę czynić znaki, rozpoczął realizację Bożego planu wyzwolenia.

Mojżesz, gdy wrócił do kraju nad Nilem, udał się z swym bratem Aaronem do faraona i próbowali się z nim dogadać po dobroci. Przekazali słowa, które im nakazał mówić Bóg, ale władca Egiptu był nieugięty. Dodatkowo sprawił, że praca Izraelitów stała się jeszcze cięższa. Rozpoczęła się więc gra psychologiczna z faraonem według schematu:

1. Mojżesz i Aaron idą do niego i mówią: wypuść nasz lud na trzy dni na pustynię, chcemy złożyć ofiarę naszemu Bogu, jeśli tego nie zrobisz Bóg dotknie Twój lud kataklizmem, plagą.
2. Faraon, zgodnie z Bożą zapowiedzią, nie zgadza się.
3. Mojżesz i Aaron mocą Boga sprowadzają plagę.
4. Kapłani faraona pokazują, że też tak potrafią.
5. Faraon jest nieugięty.
6. Mojżesz i Aaron wycofują plagę.

Powyższy scenariusz „przećwiczono” dziewięciokrotnie, z tą różnicą, że kapłani faraona wymiękli przy trzeciej próbie i później już sami błagali swego władcę, by wypuścił Izraela. On się jednak nie zgadzał. To znaczy mówił „OK, niech idą”, ale gdy tylko ustępowała plaga, cofał zgodę i tak w kółko.

Aż w końcu nadeszła decydująca noc. Bóg miał w zanadrzu jeszcze jedną plagę. Izraelici gotowi do drogi, zasiedli do pospiesznego posiłku. Spożywali pieczonego baranka, z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami, wszystko zgodnie z poleceniem i wytycznymi, które otrzymali od Boga. Krwią baranka pomazali drzwi swoich domów. Był to znak, które domostwa ma ominąć plaga. Tej nocy Bóg pozabijał w Egipcie każde pierworodne stworzenie, w tym syna faraona. Jeszcze w nocy władca wezwał Mojżesza i Aarona i kazał im się wynosić z Egiptu wraz z całym ludem, jego dobytkiem i bydłem.

     Ruszyli. Aby ustrzec lud przed Filistynami nie prowadził ich Pan najkrótszą drogą, lecz skierowali się przez pustynię ku morzu. Wówczas się okazało, że faraon nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Zmobilizował wojsko, najlepsze rydwany i ruszył w pościg. Miał nadzieję przyprzeć Izraelitów do brzegu morza. Mojżesz na polecenie Boga, wyciągnął swą laskę nad wodami i rozdzielił je, tak iż odsłoniła się droga po dnie morskim. Lud Wybrany wszedł pomiędzy ściany z wód, a wojsko faraona runęło z nimi. Bóg jednak powstrzymywał ich rydwany, tak że z trudem posuwali się naprzód i nie zdołali doścignąć uciekinierów. Gdy Izraelici wydostali się na drugi brzeg, wody morskie powróciły na swoje miejsce pochłaniając zastępy faraona. Wówczas ogarnięty wdzięcznością, oszołomiony tak spektakularnym wyzwoleniem, lud zebrany wokół Mojżesza zaczął śpiewać pieśń dziękczynną:

Pan moją mocą i źródłem męstwa!

Jemu zawdzięczam moje ocalenie...

Niestety wdzięczność ludzka jest ulotna, nie trwa długo. Myślał Mojżesz, że najgorsze ma za sobą. Jeśli przetrzymał faraona, to cóż jeszcze może go zaskoczyć? Tymczasem okazało się, że najgorzej jest dogadzać własnym ziomkom. Rozpoczął się dla niego czas wielkiego użerania. Ludzie przychodzili do niego mówiąc: po coś kazał nam wyruszać, źle nam było w Egipcie? Na wszystkie ich troski Bóg znajdował rozwiązanie, jednak nie na długo to starczało, za jakiś czas znów zaczynali kaprysić. Na trasie od morza do bitwy z Amalekitami pod Refidim, miały miejsce wydarzenia:

  • w Mara narzekali, że woda do picia jest gorzka - Pan wskazał drewno, które uzdatniło wodę,
  • na pustyni Sin, że nie ma co jeść - Pan zesłał mannę i przepiórki (inny opis mówi, że nawet na mannę narzekali, a przepiórki dał im Pan dopiero w drugim rzucie),
  • w Refidim zabrakło wody - Pan rozkazał Mojżeszowi uderzyć laską w skałę, po czym wypłynęła woda.

Dalszą drogę zagrodzili Amalekici, trzeba było z nimi stoczyć bój. Mojżesz polecił Jozuemu zebrać mężczyzn zdolnych do walki i ruszyć na wroga, a sam w towarzystwie Aarona i Chura wspiął się na pobliskie wzgórze. Jak długo Mojżesz trzymał ręce wzniesione, Izrael miał przewagę, gdy ręce opuszczał przewagę mieli Amalekici. Gdy więc ręce zdrętwiały, Aaron i Chur posadzili Mojżesza na kamieniu i podtrzymywali jego ramiona aż do zachodu słońca. Z takim wsparciem Jozue zdołał rozgromić nieprzyjaciół.

Po tych wydarzeniach miało miejsce spotkanie Mojżesza z teściem, który udzielił mu wsparcia w sprawach sądowo-administracyjnych. Następnie dotarli na pustynię Synaj i rozbili się obozem u podnóża góry o tej samej nazwie. Bóg wezwał Mojżesza na szczyt, by tam zawrzeć przymierze z Izraelem. Znakiem, świadectwem tego przymierza były dwie kamienne tablice, na których Bóg wypisał Swoje Prawo - Dziesięć Przykazań. Lud Wybrany chyba jednak nie był świadom, że Mojżesz to przymierze zawiera także w ich imieniu, bo gdy powracał z Synaju, zastał ich przy oddawaniu czci złotemu cielcowi, bożkowi odlanemu ze złota. Pobyt przywódcy na Horebie (inna nazwa góry Synaj) przedłużał się, więc zniecierpliwiony lud zapragnął sam sobie stworzyć wyobrażenie Pana. Mojżesz zapłonął gniewem, cisnął tablicami u podnóża góry tak, że potrzaskały się w proch. Gdy na wezwanie stanęli przy nim synowie Lewiego, rozkazał im wymierzyć karę ostrzem mieczy. Wybili tego dnia około trzech tysięcy mężów.

Mojżesz rozbił namiot poza obozem i nazwał go Namiotem Spotkania. Każdy kto chciał zwróci się do Pana, szedł po za obóz do namiotu. Gdy Mojżesz był w namiocie, Bóg zstępował w słupie obłoku i rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak rozmawia się z przyjacielem. Pan polecił wyciosać nowe tablice i wypisać na nich jeszcze raz wszystkie słowa, tak ja na pierwszych tablicach. Z tymi tablicami Mojżesz ponownie wspiął się na Synaj i Bóg odnowił swoje przymierze z Izraelem.

Do tego momentu przedstawiłem zdarzenia opisane w Księdze Wyjścia, dalszy ciąg jest zaczerpnięty z Księgi Liczb. Odtąd w dalszej drodze Izraelitom towarzyszyła Arka Przymierza, w której ukryte zostały tablice Bożego Prawa. Ponieważ droga wiodła przez pustynię, prędko odnowiły się przyziemne pragnienia, małostkowość i brak wiary w Bożą opiekę:

  • w Tabeera lud szemrał że jest mu źle - to już nawet Panu „nie starczyło cierpliwości” iogniem zniszczył część obozu,
  • w Chaserot rodzeństwo Mojżesza Aaron iMiriam wypominali mu, że wziął sobie żonę spoza Izraela - Pan ich skarcił.

Wielokrotnie sprzeciwiano się władzy Mojżesza. Największy bunt miał miejsce, na kolejnym etapie wędrówki, po wysłaniu zwiadu do Kanaanu. Zwiadowcy wróciwszy rozpuścili pogłoski, że kraj do którego zmierzają i który mają posiąść jest zamieszkany przez olbrzymy. Ludzie wpadli w panikę i chcieli Mojżesza i Aarona zatłuc kamieniami. Pan zapowiedział, że karą za to będzie to, iż do Ziemi Obiecanej nie wejdzie nikt z urodzonych w Egipcie (poza Kalebem i Jozuem, którzy wrócili ze zwiadu pełni wiary). Nieco później za brak zdecydowania podczas szemrania ludu przy wodach Meriba, także Mojżesz i Aaron utracili tę łaskę. Do Kanaanu mieli wkroczyć tylko urodzeni w czasie drogi, ci którzy nie znali jarzma faraona. Dodatkową karą za ten bunt, było wydłużenie drogi do Ziemi Obiecanej. Była już tak blisko - zwiadowcy wrócili po 40 dniach - a podróż całego ludu miała trwać jeszcze 40 lat. Izraelici próbowali iść na skróty, wbrew woli Pana, ale drogę zagrodzili im Amalekici i Kananejczycy.

W dalszym wędrowaniu miał miejsce bunt klanu Koracha, który uważał, że Mojżesz wynosi się ponad innych. Bóg po raz kolejny pokazał, że wspiera swego sługę i rozwarł ziemię, pochłaniając buntowników wraz z ich dobytkiem.

Oprócz wewnętrznych problemów, Izraelici musieli co jakiś czas mierzyć się z wrogimi ludami. Edomici, a później również Amoryci nie udzielili zgody na tranzyt; w pierwszym przypadku trzeba było nadkładać drogi, w drugim przypadku nie uniknięto konfliktu zbrojnego. Zaatakowani Izraelici uznali, że najlepszą obroną jest atak i wzięli przejście siłą. Jakiś czas później Król Aradu, porwał część ludu w niewolę, ale z pomocą Pana został pokonany. 

W trakcie gdy Izrael obchodził ziemie Edomu (jeszcze przed rozprawą z Amorytam i królem Aradu), miało miejsce kolejne narzekanie ludu na mizerną żywność. Tym razem Bóg zesłał węże o jadzie palącym, których ukąszenie spowodowało śmierć wielu osób. Kiedy błagano Pana o ratunek, polecił Mojżeszowi umieścić na wysokim palu węża miedzianego. Wystarczyło na niego spojrzeć by pozostać przy życiu.

W dalszym etapie były też groźnie chwile, gdy król Moabu chciał się sprzymierzyć z Madianitami przeciw Izraelowi, ponieważ jednak nie uzyskali przychylnej wyroczni proroka Balaama, odstąpili od rozprawy z Ludem Pana.

Epilog naszej historii odczytujemy z Księgi Powtórzonego Prawa. Ostatnia scena ma miejsce na szczycie góry Nebo. Właściwie tam się kończy historia dla Mojżesza, bo wędrówka ludu będzie jeszcze trwać. Izraelitów czeka przeprawa przez Jordan i podbój Kanaanu, ale to już zadanie dla Jozuego. Szlak Mojżesza - wiecznego tułacza, który zaufał Panu - dobiegł kresu. Nie wkroczy do Ziemi Obiecanej. Pan pozwolił mu jedynie zerknąć na ten wytęskniony cel wędrówki. Podobno z góry Nebo jest piękny widok na tę krainę.