Posłuszeństwo

(221 - maj - czerwiec 2018)

Pasterz

Łukasz Toboła

Bez wiernych, którzy nie boją się krytycznie myśleć, poszukiwać i ostatecznie podjąć trud posłuszeństwa nie będzie dobrych biskupów

 

Na samym początku należy jednoznacznie podkreślić, że wbrew powszechnemu myśleniu urząd biskupa w swej istocie nijak się ma do porządku zwierzchności i władz wszelakich. Jest po prostu konkretną funkcją w społeczności chrześcijan, a nie zaszczytnym tytułem. Biskup (z greckiego episkopos) to tyle, co stróż, nadzorca i w tym sensie można użyć tego słowa zarówno wobec kościelnego hierarchy jak i kogoś, kto strzeże samochodów na parkingu. Apostołowie, których posługa miała charakter wędrowny,  musieli wyznaczać lokalnych przywódców, którzy odpowiadali za codzienne funkcjonowanie zakładanych wspólnot. Na terenach Syro-Palestyny byli to presbiteroi „starsi”, co wynikało z tamtejszego porządku społecznego z radą starszych na czele (zequnim). Z kolei w Azji Mniejszej preferowano wspomniany wyżej tytuł episkopos. Wymienność tych określeń potwierdzają jeszcze Dzieje Apostolskie oraz część literatury epistolarnej. Niemniej, wraz z dynamicznym rozwojem chrześcijaństwa poza granicami Ziemi Świętej, tytuł episkopos przyćmił instytucję starszyzny, stając się określeniem najwyższej funkcji w ramach społeczności uczniów Jezusa.

Autorytet miejscowych episkopoi wynikał na pierwszym miejscu z nadania apostolskiego. Nazywamy ten fenomen sukcesją apostolską – istotę stanowi tutaj wiara, że w działaniach każdego ważnie wyświęconego biskupa realizuje się ta sama posługa, którą Chrystus zlecił tym, których posłał między ludzi, aby głosili Dobrą Nowinę. 

Apostoł Paweł podaje szczegółową charakterystykę osoby pretendującej do roli biskupa: „Powinien być bez zastrzeżeń, mąż jednej żony, wstrzemięźliwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, do uczenia smykałkę mający, oby nie opój, oby nie pieniacz, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w posłuszeństwie, w pełnej uczciwości. Jeśli bowiem nie wie, jak stanąć na czele własnego domu, jak będzie się troszczył o zgromadzenie Boga? (…) Musi też mieć poręczenie dobre od obcych” (1 Tm 3, 1-5.7).

Abstrahując od przemian kulturowych, które na przestrzeni wieków w nieodwracalny sposób zmodyfikowały społeczny status biskupów jedno pozostaje w wywodzie Pawła aktualne – biskup musi być człowiekiem zanurzonym w codzienności życia. Tak chyba wypada zinterpretować uwagi o mężu jednej żony, tym, który bynajmniej od wina nie stroni, ale spożywa je w rozsądnych ilościach, który wreszcie zarządza skutecznie swoim domem, dając tym samym nadzieję na podobne rezultaty w opiece nad lokalnym Kościołem. To ten, który „pachnie swymi owcami” (by odwołać się do znanych słów papieża Franciszka). Co ciekawe istotna jest też poręka ze strony „obcych” – czyli tych, którzy niekoniecznie chcą mieć z Kościołem cokolwiek wspólnego – podana jako warunek sine qua non objęcia urzędu!

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".