Być mężczyzną

(231 - marzec - kwiecień 2020)

Patrzmy na Jezusa

ks. Adam Prozorowski

Często jako mężczyźni zajmujemy się wielkimi sprawami nie mając do końca zrozumienia dla spotkań z pojedynczymi osobami

Jestem przekonany, że punktem wyjścia wszelkiej refleksji na temat naśladowania Jezusa przez mężczyznę jest rzecz oczywista w naszym Ruchu – mężczyzna musi przyjąć Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. Chodzi tutaj o akt świadomej decyzji, kiedy mężczyzna w odpowiedzi na głoszoną mu ewangelię oświadcza: chcę aby Jezus był moim Panem i Zbawicielem i zapraszam go do mojego serca. Przyjąć Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela znaczy wprowadzić go do swojego życia i pozwolić Mu, aby objął panowanie nad dzikim sercem mężczyzny.

Uważam, że wszelkie naśladowanie Jezusa bez osobistej z Nim więzi może być skazane na pewną powierzchowność. Jezus staje się wtedy kimś na wzór antycznych bohaterów, którzy jedynie mogą w różny sposób inspirować mężczyznę do pewnego działania. Myślę jednak, że nie o to chodzi. 

Nie do przecenienia jest fakt, że nowa więź z Jezusem otwiera mężczyznę na służbę Ducha Świętego. Zaczyna się życie, chodzenie w Duchu Świętym. Jest to sytuacja, której nie da się porównać do czasu sprzed osobistego przyjęcia Jezusa. 

Pierwszy etap po zaproszeniu Jezusa związany jest z poznawaniem Jezusa. To wtedy dzięki służbie Ducha Świętego słowa Ewangelii zaczynają przemawiać do nas w inny sposób. Stają się słowami, które przemieniają nasze życie.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym Wieczerniku.