Święci

(229 - listopad - grudzień 2019)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Pierwsza porażka?

Karol Madaj

W przyszłym roku będziemy obchodzić dwie ważne rocznice związane ze św. Janem Pawłem II – setną rocznicę jego urodzin (ze względu na nią sejm ustanowił rok 2020 rokiem Jana Pawła II) oraz piętnastą rocznicę jego odejścia do domu Ojca. Nie czas i miejsce przypominać, kim był ani jaki ślad pozostawił po sobie nasz wielki Rodak, chciałbym jedynie podzielić się kilkoma refleksjami.

Sprawa pierwsza, z której musimy jako – jakkolwiek to brzmi – starsze pokolenie zdać sobie sprawę. O ile dla nas Jan Paweł II jest kimś namacalnym, oczywistym i wciąż bliskim, o tyle dla coraz większej rzeszy młodych – jedynie mniej lub bardziej znaną postacią historyczną. Mniej więcej rok temu zaproponowałem parafialnej młodzieży emisję jednego z filmów o Papieżu Polaku. Moją intencją było raczej przypomnienie postaci, usystematyzowanie pewnych faktów. Tymczasem dla nich film był odkryciem. Wszystko okazało się nowe, dotąd nieznane. Owszem, wiedzieli, że był ktoś taki, wiedzieli, że był postacią nietuzinkową, że jest świętym Kościoła, ale znajomość najważniejszych wydarzeń pontyfikatu, nie mówiąc o okolicznościach życia czy o nauczaniu Jana Pawła II była mizerna. Nie powinno to zresztą dziwić, skoro w momencie śmierci Papieża niektórzy mieli po kilka lat, innych nie było jeszcze na świecie. Dlatego warto szukać sposobów dotarcia do młodego pokolenia, który sprawi, że św. Jan Paweł II i dla nich stanie się postacią żywą, konkretną i bliską. 

Druga refleksja wiąże się z tytułem piosenki roku, w którym wspominaliśmy Jana Pawła II. Temat rok brzmiał „Pamięć i tożsamość”, jak tytuł jednej z papieskich publikacji, a piosenka w refrenie powtarzała słowa „uczył nas…”. No właśnie – czego właściwie uczył nas Papież? Jak oceniłby polską rzeczywistość A. D. 2019? Pewnie będę jednostronny, bo trudno oddać tak wielowymiarowy pontyfikat w jednym krótkim tekście, ale określeniem, które moim zdaniem dobrze charakteryzowało Jana Pawła II było stworzone jeszcze za jego życia sformułowanie: pielgrzym pokoju. 

Wszyscy doskonale pamiętamy sposób, w jaki Papież odnosił się do innych ludzi, także do tych, z którymi diametralnie się nie zgadzał. Każdy człowiek, niezależnie od wyznawanej religii czy światopoglądu, mógł znaleźć w nim kogoś bardzo bliskiego. On po prostu nas jednoczył. Wtedy, gdy świat usłyszał wiadomość o jego wyborze, za każdym razem, kiedy przybywał do Ojczyzny, w tamte pamiętne dni przełomu marca i kwietnia 2005 roku, kiedy wszyscy byliśmy świadkami jego odchodzenia, potem w czasie beatyfikacji i kanonizacji. Mistrz dialogu, wsłuchania się w głos drugiego, przy jednoczesnym wyraźnym i jak już wtedy uważano konserwatywnym podejściu do wiary i moralności. Uczył nas, że możemy się pięknie różnić. Że w drugim trzeba umieć zobaczyć dobro, szukać tego co nas łączy, bo to co dzieli widoczne jest na pierwszy rzut oka. Dziś, kiedy podziały wśród rodaków są wyjątkowo wyraźne i głębokie szczególnie brakuje nam kogoś, kto tak bardzo mógł nas połączyć. 

Czasem się zastanawiam, co by było, gdyby żył. Jak zareagowałby na to, co się dzieje? Co by powiedział na nasz temat, z jakim przesłaniem przyjechałby na kolejną pielgrzymkę? Ale z drugiej strony, mam wrażenie, że mając tak jasno świecącą latarnię i to przez tak długi czas w pewnym sensie przestaliśmy poszukiwać światła, wzbudziliśmy w sobie dziwną wiarę, że tak już będzie zawsze, że zawsze Jan Paweł II będzie naszym sumieniem i zawsze, dzięki niemu, będziemy wiedzieli, co robić, co myśleć. W pewnym sensie to było wygodne. Rzeczywiście, był jasnym światłem dla naszych sumień. Ale trochę to tak wygląda, że przestaliśmy sami szukać, skoro mieliśmy światło na wyciągnięcie ręki. I w jakiejś mierze oduczyliśmy się samodzielnego myślenia, wartościowania. 15 lat temu, kiedy to światło po ludzku zgasło staliśmy się jak dzieci we mgle. Ogrzewaliśmy nasze serca najpierw wspomnieniami, potem beatyfikacją i kanonizacją. Pamiętam, że w czasie uroczystości kanonizacyjnych mówiło się, że to ostatni taki dzień dla Polaków w Watykanie. Faktycznie kanonizacja zamknęła jakiś etap. Zaczęliśmy się uczyć żyć bez tej latarni, jaką był. I dalej mamy sporo do nadrobienia. Może dlatego tak trudno nam słuchać głosu papieża Franciszka. Bo oczekujemy, że będzie myślał po polsku, że rzuci światło na nasze podwórko. Przecież dla mnie i dla wielu z nas, tzw. pokolenia JP2, o którym dzisiaj już jakoś rzadziej się wspomina, Jan Paweł II był przez wiele lat jedynym papieżem i każdego następnego podświadomie oceniamy podług tego, na ile nam go przypomina. 

Myślę, że te rocznice są po coś. I zmarnujemy je, jeśli poprzestaniemy na dusznych akademiach i sentymentalnych powtórkach tamtych dni. Potrzeba czegoś więcej, czegoś co rzeczywiście mogłoby stać się w nas żywym pomnikiem tego wielkiego pontyfikatu.