Przekazywanie wiary

(214 - styczeń - marzec 2017)

z cyklu "To lubię"

Plastyka

Renata Skoraszewska

Moja przygoda z plastyką zaczęła się 7 lat temu. Na kominku w domu mojej siostry pojawiła się rzeźba głowy kobiecej. Zrobiła ją na warsztatach plastycznych, na które chodziła parę miesięcy z jedną tylko koleżanką. Wyrzeźbiłyśmy siebie nawzajem. Żartowaliśmy, że nie wiadomo, czyją własnością powinny być rzeźby – autorki czy modelki. 

Zachęcona efektem artystycznym tego dzieła/pracy dołączyłam do grupy warsztatowej prowadzonej przez panią Elę. Ela przyjechała do Poznania, gdzie skończyła ASP na kierunku rzeźba i fotografika. Od początku stawiała nam ambitne wymagania. Uczyłyśmy się malowania farbami olejnymi i akwarelami, rysunku suchymi i tłustymi pastelami, linorytu, a także ulubionej przeze mnie rzeźby w glinie. 

Zajęcia plastyczne odbywają się co tydzień. Zasadniczo nie ma ustalonych tematów – każdy może sam sobie wybrać zarówno temat pracy jak i technikę. Ela, choć podsuwa nam rozmaite pomysły, raczej stara się niczego nie narzucać, bardziej doradza, co możemy zrobić i jaką techniką. Jeśli własnych pomysłów nie ma, ustawia jakąś martwą naturę i wtedy wszyscy malujemy. Bardzo rzadko kopiujemy jakieś obrazy czy rzeźby – prowadząca uważa, że powinniśmy własnymi oczami patrzeć na świat, wtedy bowiem można zobaczyć coś naprawdę ciekawego. Większość osób jednak przychodzi na zajęcia z własnymi pomysłami, Ela wówczas doradza w jakiej technice pomysł można zrealizować. Nawet jeśli ktoś ma zaledwie zalążek pomysłu, prowadząca tak doradza, że pomysł może się skrystalizować.

Moim ulubionym zajęciem jest, jak wspomniałam, rzeźba w glinie. Glina jest bardzo wdzięcznym materiałem szczególnie dla początkujących. Glinę trzeba najpierw namoczyć w odpowiedniej ilości wody a następnie wyrobić czyli ugnieść aby się nie kruszyła i dała łatwo formować. Pracę można wielokrotnie poprawiać do uzyskania oczekiwanego efektu.  Jeśli chce się odłożyć robotę wystarczy zawinąć rzeźbę szmatą namoczoną w wodzie i folią. Rzeźba pozostanie wilgotna i można ją dokończyć. Skończoną suszymy przez kilkanaście dni. Możemy ją też wypalić w piecu do ceramiki, a później jeszcze pomalować.

Na zajęciach zrobiłam jak dotąd najwięcej właśnie rzeźb a także obrazów olejnych. Bardzo trudno jest się rozstać z własną twórczością – jeśli się długo nad czymś pracuje, to wiąże się z tą pracą emocjonalnie. Dwie moje rzeźby ofiarowałam na aukcję w szkole, do której chodzi moja córka,  jednak większość tego, co zrobiłam mam cały czas w domu.

Ciekawe jest obserwować, jak pracują inni. Podziwiam szczególnie tych, którzy są bardzo odważni, nie boją się próbować swoich pomysłów, potrafią nawet wykonać kilka prac na jednych zajęciach. Inni z kolei pracują z większym namysłem, nie zawsze są pewni tego, co sami wymyślili.

Zajęcia plastyczne są dla mnie czasem odpoczynku, oderwania od codziennych obowiązków. Jest to relaks, ale szczególnie cenny, bo zostaje po nim coś materialnego.

Interesujące są również spotkania z innymi ludźmi – w zajęciach uczestniczą osoby z całkowicie odmiennych środowisk. Spotkanie z nimi jest ubogacające.