Miłosierni jak Ojciec

(211 - lipiec - sierpień 2016)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Po co medytacja?

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Chrześcijanin w medytacji szuka ciszy, aby doświadczać bliskości Boga i w Jego obecności znaleźć pokój. Ma nadzieję na doznanie Jego obecności jako niezasłużonego daru łaski. Nie oczekuje tego jako wyniku określonej techniki medytacyjnej.

Medytacja może być niezwykle pomocna dla wiary, może wzmocnić dojrzałość osoby ludzkiej. Jednak techniki medytacji, które obiecują doświadczenie Boga czy wręcz duchowe z Nim zjednoczenie, są oszustwem. Wielu ludzi z powodu takich fałszywych zapewnień wierzy, że Bóg ich opuszcza wtedy, gdy Go nie odczuwają. Ale Bóg nie pozwala wymusić swojej bliskości, obecności poprzez określone metody. On udziela się nam, kiedy i jak chce [Youcat 504].

***

Medytacja to pojęcie, które w naszych czasach nie jest jednoznaczne. Kojarzy się zarówno z głęboką modlitwą chrześcijańską, jak i z technikami przeszczepianymi z religii Wschodu. W pewnym sensie zawsze chodzi o skupienie – tylko na czym?

Jeśli spotykamy się z reklamą medytacji transcendentalnej, zen i innych, to dotrą do nas określenia: „sprowadzenie umysłu do cichego, lecz w pełni czujnego stanu świadomości – źródła myśli, wewnętrznego źródła kreatywności, energii i inteligencji” albo np. „myślenie się odcina i pojawia się «Nie wiem». «Nie-wiem» to nazwa umysłu sprzed wszelkiego myślenia. Można nazywać to umysłem, Buddą, naturą, Absolutem, świętością, energią lub świadomością, lecz pierwotnie punkt ten nie ma nazwy ani formy”. Można zauważyć prosto, że propozycje te prowadzą albo w kierunku szukania spotkania z samym sobą, albo do szukania w nieokreślonej rzeczywistości poza sobą, ale w taki sposób, który zakłada „rozpłynięcie się”, pewien „zanik siebie”. Żaden z tych kierunków nie ma miejsca w chrześcijaństwie.

Bóg, który nas stworzył, sam w Objawieniu przedstawił się człowiekowi i zaprasza do niezwykłej przygody, do rozmowy z Nim. Istnieje wielka przepaść między stworzeniem a Stwórcą, ale to Bóg „uniżył samego siebie” (Flp 2,8) pokonując tę przepaść i otwierając nam wiele przestrzeni spotykania się z Nim, od modlitwy osobistej poprzez wspólnotową, liturgiczną oraz oczekującą Obecność w Słowie i Sakramentach. Zadziwienie tym, jak wielką godność  ma człowiek w oczach Bożych, brzmi przez wieki w słowach psalmu: 

„Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz 

i czym syn człowieczy, że Ty o nim myślisz?” (Ps 144,3 por. Ps 8,5), 

a jego echo znajdziemy w wielu ludzkich refleksjach, choćby w polskiej literaturze:

„Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? -

Prochem i niczem;

Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał,

Ja, proch, będę z Panem gadał” (A. Mickiewicz, Dziady cz. III).

Bóg sam myśli o człowieku i troszczy się o niego, sam zaprasza go do rozmowy ze Sobą i sam mu to spotkanie umożliwia! W świetle Jego Słowa modlitwa jest „wielkim przywilejem i radością” człowieka, „źródłem mocy i dziełem Ducha Świętego w nas” (VI Drogowskaz Nowego Człowieka). Nie ma tu mowy o spotykaniu się z samym sobą lub z bezosobową energią! Swoją drogą, czy spotkanie z Bogiem Żywym, który sam pragnie spotkania, nie jest dużo bardziej atrakcyjne i pasjonujące? Co więcej, Bóg ten pragnie spotkania ze mną, człowiekiem żywym, prawdziwym i niepowtarzalnym. Jestem zaproszony, aby wejść w modlitwę całym sobą, ze swoim sposobem reagowania, temperamentem i duchową wrażliwością. Chrześcijanin to człowiek, który nigdzie nie jest bardziej sobą, niż na modlitwie, i który nigdzie nie wychodzi bardziej na spotkanie Drugiemu, niż na modlitwie.

A technika modlitwy? Tu propozycje dotyczące metod medytacyjnych mogą brzmieć zachęcająco, np.: „sprowadzenie umysłu do tego stanu jest łatwe i przyjemne. Nie ma tu koncentracji, kontemplacji czy wysiłku w kontrolowaniu umysłu”, albo „podczas siedzenia praktykujący zadaje sobie bez przerwy pytanie (…). Dzięki wielkości pytania, odcięcie całego myślenia i powrót do umysłu „nie-wiem” pozwala praktykującemu odnaleźć swoją pierwotną naturę”. Towarzyszą im zasady dotyczące odpowiedniej pozycji ułożenia ciała, oddechu, prowadzenia myśli… Przypomina to (nie tylko zewnętrznie) trening konkretnej umiejętności. No właśnie, patrz wyżej. Modlitwa chrześcijańska to nie umiejętność, to Spotkanie. Jezus mówi o tym jasno i prosto:

„Ty zaś, gdy chcesz się modlić, 

wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi

i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. 

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” [Mt 6,6].

Jest potrzebna intymna przestrzeń Spotkania, więc Jezus mówi o pomieszczeniu, które pozwala ją stworzyć. Poruszające jest, że Bóg chce się spotykać z człowiekiem w „jego izdebce”, w przestrzeni jego życia; właśnie tam, bez odcinania się od rzeczywistości. Spotkanie samo w sobie jest intymne: jest rozmową osoby z Osobą, Ojca z dzieckiem, Miłości z miłością, Zaufania z zaufaniem. Spotkania nie da się nauczyć ani przewidzieć, każdy przecież wnosi w nie swój niepowtarzalny moment życia, stan i sposób przeżywania. Podobnie nie można nauczyć się czegoś w rodzaju techniki modlitwy chrześcijańskiej – można uczyć się otwierania na obecność Boga i przyjmowania Go. Jezus, który jako człowiek sam często udawał się na modlitwę, zwykle szukał dla niej odosobnionego miejsca, ale nie wspomina ani razu w Ewangeliach o wymaganej pozycji ciała, oddechu i podobnych zaleceniach. Natomiast w modlitwie, jakiej uczy nas Jezus, jedno jest jasne: w centrum jest Ojciec. Do Niego się zwracam i od Niego otrzymuję odpowiedź, dla Niego rezerwuję czas i z Nim się spotykam; Jego interesuje moje życie, a mnie zachwyca Jego mądrość i miłość; On stworzył mnie na swoje podobieństwo i obraz, a we mnie przez modlitwę podobieństwo do Ojca staje się coraz wyraźniejsze.

Dlaczego jednak przy modlitwie chrześcijańskiej także mówi się o potrzebie skupienia, wejścia w siebie itp.? Tłumaczy to św. Teresa z Avila: „Uważajcie, bo musicie dobrze zrozumieć tę prawdę: Pan jest w nas, a my mamy tam być razem z Nim”.