Animator

(174 - wrzesień - październik 2010)

Początek ? świadectwo

Bożena i Wiesław Modzelewscy

Czym innym jest bycie animatorem dwunastoletniego kręgu, w którym się dobrze znamy i wszyscy wiedzą co mają robić, a czym innym wziąć odpowiedzialność za formację zupełnie nieznanych nam osób

Miesiąc temu para rejonowa zwróciła się do nas z prośbą o objęcie pilotażem nowopowstającego kręgu. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że spadło to na nas zupełnie niespodziewanie i bardzo szybko musieliśmy wcielić się w rolę, której do tej pory nie pełniliśmy. Pierwsze spotkanie w salkach, zupełnie luźne, zapoznawcze, odbyło się jeszcze tego samego dnia. Jechaliśmy na nie pełni obaw – z wiedzą „książkową”, nabytą na sesji o pilotowaniu kręgów o tym, jak takie spotkanie ma wyglądać, co mówić, czego nie, ale zupełnie bez doświadczenia.

Czym innym jest bycie animatorem dwunastoletniego kręgu, w którym się dobrze znamy i wszyscy wiedzą co mają robić, a czym innym wziąć odpowiedzialność za formację zupełnie nieznanych nam osób.

To właśnie poczucie odpowiedzialności za każde z tych małżeństw mieliśmy od samego początku. Nagle takie hasło, jak: „dobry animator musi się dużo modlić za powierzone mu osoby” stało się dla nas bardzo realne i wewnętrznie czuliśmy tę konieczność.

Po spotkaniu w salkach nadszedł czas na przygotowanie pierwszego spotkania ewangelizacyjnego. Zaczęliśmy się modlić: za te małżeństwa, za kapłana, za nas samych. Już od pierwszej chwili poczuliśmy, jak ważna jest modlitwa, jak ona zmienia nas i jak zmienia sytuację, jak nas prowadzi i jak dodaje nam pewności, że chociaż w naszej ułomności może coś nie wyjść, to Duch Święty tym wszystkim pokieruje.

Przejrzeliśmy zeszyty, ustaliliśmy przebieg spotkania, zadzwoniliśmy do księdza i umówiliśmy się z nim. Ksiądz bardzo chętnie się z nami spotkał, od razu wyraził chęć podjęcia współpracy i odpowiedzialności za to wspólne dzieło.  Pomyśleliśmy, że to wspaniale zaczynać z takim kapłanem, otwartym i gotowym do zaangażowania.  Przedstawiliśmy mu naszą koncepcję, później omówiliśmy szczegółowo poszczególne części spotkania, wysłuchaliśmy jego uwag i ustaliliśmy wspólny plan. Na zakończenie pomodliliśmy się za ten nowopowstający krąg, a potem stała się rzecz niezwykła – ksiądz wyciągnął nad nami ręce i się za nas modlił. To było niesamowite doświadczenie. Czuliśmy podniosłość tej chwili, czuliśmy, że Bóg powołuje nas do czegoś ważnego, ale jednocześnie nakłada na nas dużą odpowiedzialność.

W końcu nastał dzień spotkania, mieliśmy tremę. Wszyscy już przybyli, ksiądz się spóźniał. Pięć minut, niby nic, ale czuliśmy napięcie i chyba wtedy po raz pierwszy doświadczyliśmy, jak ważne jest wsparcie kapłana, jakie poczucie bezpieczeństwa może dać jego obecność. To jakim cennym darem jest dla nas, odczuliśmy jeszcze kilkakrotnie podczas spotkania, kiedy już brakowało słów, a on intuicyjnie się włączał i podejmował dalszy ciąg – zupełnie jakbyśmy ćwiczyli to wielokrotnie. Duch Święty cały czas nas prowadził i mamy wiarę w to, że On tym dalej pokieruje, pokieruje nami, kapłanem, powierzonymi nam osobami.

Przed nami kolejne spotkania, modlimy się za te małżeństwa aby zechciały pogłębiać swoją małżeńską jedność na drodze Domowego Kościoła. Modlimy się, abyśmy byli dla nich dobrymi świadkami, aby mogli w przyszłości powiedzieć, że mieli dobrą parę pilotującą, choć tak naprawdę nic od nas nie zależy, wszystko w rękach Boga.