Triduum Paschalne

(163 - luty - marzec 2009)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Przysięga (Rdz 47, 27-31)

Karol Madaj

Bóg błogosławił Izraelowi, synowie Jakuba byli płodni i rozmnażali się (1,28). Płodność była z jednej strony spełnieniem Bożej obietnicy (46,3), a z drugiej zapowiedzią wygnania (Wj 1,7). Rodzina Jakuba nie tylko wzrosła w liczbę, ale i zadomowiła się w ziemi Goszen. Izraelici przestali być tam tylko gośćmi, gdyż nabywali sobie ziemię na własność (w. 27). Nie wystarczyło im to, co dostali od Józefa, chcieli mieć więcej. Zdaniem rabinów, inwestowanie w ziemię oznaczało, że Izraelici powoli byli wciągani przez egipską kulturę.

Przykuty do łoża 147-letni Jakub prawdopodobnie uświadamiał sobie to zagrożenie. On wiedział, że obietnica licznego potomstwa nie istnieje bez obietnicy ziemi Kanaan (28,13n). Jednym z jego ostatnich działań było mocniejsze powiązanie synów z Ziemią Obiecaną.

Jakub żył w Egipcie siedemnaście lat - tyle samo, ile Józef przebywał w Kanaanie (37,2). Ostatnie lata życia Jakuba prawdopodobnie upłynęło szybko (w. 28). Zdaniem komentatorów, Tora używa tu słowa wajehi „żył”, zamiast bardziej pasującego do kontekstu: wajjagar „zamieszkiwał jako obcy”, żeby zaznaczyć, że w zasadzie dopiero teraz zaczął tak naprawdę żyć. Po latach tułaczki, dopiero u boku umiłowanego syna odczuwał pokój. Jeden z żydowskich egzegetów (Rabin Jakub, XIV w.) udowadniał tę tezę gematrycznie. Użyte tu hebrajskie słowo wajehi (dosł.: „i żył”) ma wartość liczbową 34, czyli 2 x 17. Jakub „żył' tylko 34 lata: 17 lat po narodzeniu Józefa i 17 po jego odnalezieniu. Przez te ostatnie lata jakby nadrabiał zaległości w przerwanym na dwadzieścia dwa lata ojcostwie. Tora pokazuje nam tu, jak ważny dla relacji ojca i syna jest wspólnie spędzany czas. Rozstanie Jakuba i Józefa było przymusowe i Bóg pozwolił im się ponownie złączyć, by odbudować relację. Ci, którzy z własnej woli nie uczestniczą w życiu swoich dzieci, mogą już nie dostać drugiej szansy.

Gdy przyszedł czas rozstania, Jakub poprosił syna o ostatnią przysługę. Bardzo zależało mu na tym, by być pochowanym w Kanaanie. Jaki miał w tym cel? Mógł chcieć uświadomić synom, że to Ziemia Obiecana, a nie komfortowy Egipt, była ich prawdziwym dziedzictwem. Jakub bał się, że przywiązani do Egiptu nie będą w stanie odpowiedzieć na Boże wezwanie do powrotu. Zdawał sobie sprawę, że jego pochówek w Kanaanie może być problem politycznym. Faraon prawdopodobnie poczuje się urażony tym, że jego wezyr nie chce pochować ojca w gościnnej egipskiej ziemi.

Izrael odtworzył ryt intymnej przysięgi z czasów Abrahama (24,2) i - podobnie jak Eliezer (24,49) - pragnął by okazano mu „dobroć i prawdę” (w tłumaczeniu BT „wierną miłość”). Św. Augustyn pyta w tym miejscu, po co Izrael tak troszczył się o swoje zwłoki i nalegał na pochowanie obok Abrahama i Izaaka w pieczarze Makpela. Zdaniem św. Augustyna, ten fragment należy rozumieć duchowo. W alegorycznej interpretacji biskupa Hippony trup, po którego dotknięciu należało się oczyszczać (Lb 19,11-16), symbolizuje ludzkie grzechy, a zwłoki praojców ludu Bożego to grzechy wszystkich ludzi. Dlatego ciała patriarchów, dla pełni znaku, miały być pochowane w tej samej ziemi, na której w przyszłości dokona się przez ofiarę krzyża odkupienie grzechów ludzkości.

Po odebraniu od Józefa przysięgi Jakub wykonał pewien gest, dosłownie: „zgiął się” (w tłumaczeniu BT „opadł na wezgłowie swego łoża” - w. 31). Z tekstu hebrajskiego nie wynika, czy była to słabość, czy gest szacunku lub modlitwy. Werset ten pozostaje otwarty na interpretacje, których było kilka. Jedni uważali, że Jakub oddał w ten sposób cześć władzy królewskiej, inni, że nie kłaniał się Józefowi, lecz Bogu. Był to gest uwielbienia Jahwe (por. 1Krl 1,47) za dwie obietnice: tę od Boga i tę od syna. Z Listu do Hebrajczyków wynika, że był to gest wiary, a wiara nie była przecież potrzebna, by pokłonić się Józefowi. Izrael oparł się o wezgłowie łoża i głęboko pochylił, bo tylko w ten sposób starzec potrafił oddać cześć Najwyższemu.

Teraz mógł umierać w spokoju. Kanaan jest typem Nieba (Hbr 11,13-16). Nic tak nie ułatwia śmierci, jak obietnica odpoczynku w niebieskiej ojczyźnie. Pokłon oddany Bogu był jednocześnie zgodą na przyjęcie Jego woli. Ten, który wygrał z aniołem, musiał teraz umrzeć.