Słuchać Pana

(173 - lipiec - sierpień 2010)

z cyklu "To lubię"

Ptaki

Darek Stępień

Ptaki – o czym tu pisać? Ptaki trzeba widzieć, obserwować. Czytanie o nich nie jest tak przyjemne, jak ich oglądanie. Zachwycają mnie – od wielu już lat – swoim pięknem. Są bardzo delikatne w budowie. Wyglądają na silne, gdyż pióra wiele ukrywają. Gdy jednak trzymam ptaka w ręce, w czasie obrączkowania, muszę bardzo uważać, by nie zrobić mu krzywdy.

Ptaki zachwycają mnie swoimi kolorami i zdolnością latania, zwyczajami godowymi i inteligencją. Ponieważ obserwuję je od ok. 30 lat i przeszło 20 lat obrączkuję, przeżyłem wiele spotkań z nimi, wiele razy zdumiałem się nad ich możliwościami. Kilka z tych sytuacji przedstawiam poniżej.

Strzyżyk to jeden z najmniejszych ptaków Europy. Jego masa nie przekracza 10 gram. Ile więc waży jego mózg? Nie wiem, ale na pewno poniżej 0,5 grama. Jest to ptak, który bardzo starannie ukrywa swoje gniazdo. Tylko trzy razy zdołałem je znaleźć. Jedno z nich było pod korzenia- mi drzewa rosnącego nad rzeką. Ptak wlatywał od strony wody do gniazda umieszczonego w podmytej części bryły korzeniowej. Było tak świetnie ukryte, że jedynie przypadkiem zdołałem je odkryć. Tym większe było moje zdumienie, gdy znalazłem gniazdo strzyżyka umieszczone w kępie siana, na suchym krzewie, widoczne z odległości kilkudziesięciu czy nawet więcej metrów. Wbrew pozorem było ono jednak świetnie ukryte. Otóż uschnięty krzew znajdował się przy betonowym płocie jednostki wojskowej. Żołnierze kosili trawę i wyrzucali ją za płot… Może wykonywali tę pracę za karę i tak odreagowali, nie wiem. Niemniej – w efekcie ich działania – wzdłuż całego płotu, po kilku czy kilkunastu dniach, widać było dużo uschniętej trawy. Część siana spadła na ziemię, część utrzymywała się na gałęziach rosnących krzewów. Wzdłuż płotu prowadziła ścieżka spacerowa, jednak to widoczne – zamaskowane gniazdo spokojnie przetrwało. Zdumiewa mnie – do tej pory – fakt, iż tak małe zwierzę mogło dokonać oglądu całego otoczenia i „wymyślić”, że w ciągu innych kępek siana gniazdo optycznie zniknie! Budował je wszak mistrz ukrywania gniazda.

Widziałem jak dwa kruki polowały na zająca. Wcześniej czytałem o przedwojennym przy-padku współdziałania pary kru-ków w praskim ZOO, gdzie dwa kruki zabiły orła bielika w wolie-rze. Jeden z nich podlatywał od przodu atakując orła, który broniąc się nie zwracał w ogóle uwagi na drugiego. Ten z kolei podleciał od tyłu i rozbił orłowi głowę swoim bardzo silnym dziobem. Co innego jednak czytać, a widzieć. To było tak. Wiosną któregoś roku, para kruków zagoniła „na śmierć” młodego zająca. Jeden atakował go z lewa – wówczas zając uciekał do przodu, aby po pewnym czasie pozbyć się napastnika. Wówczas jednak do ataku przystępował drugi – z prawa. Zając zawracał i uciekał w stronę pierwszego, który ponawiał po chwili atak – itd. Gdy zając nie miał już sił, by uciekać, zabiły go. Współdziałały ze sobą, aby osiągnąć cel!

U niektórych gatunków nie umiemy – my, ludzie – odróżnić samca od samicy. Ptaki radzą sobie z tym oczywiście dobrze. W trakcie Akcji Bałtyckiej – tj. akcji łapania i obrączkowania ptaków na polskim wybrzeżu w trakcie przelotów jesiennego i wiosennego – złapaliśmy kiedyś niesamowitego rudzika. To jeden z gatunków, u których nie da się odróżnić płci. Złapany ptak był – jak sądzę – samcem, gdyż przeganiał ze swego terenu część złapanych przez nas rudzików, podczas gdy inne tolerował. Tak bardzo przyzwyczaił się do nas, że skakał pomiędzy naszymi nogami, podjadał okruchy z naszych posiłków. Był niejako naszym testerem do odróżniania płci złapanych rudzików.

Spotkanie z czterema naraz sowami – puszczykami – poskutkowało poranionymi dłońmi od szponów jednego z nich w czasie obrączkowania. Inna sowa – uszatka błotna – prawie przeorała mi plecy broniąc swego gniazda i jaj. Itd. itp.

Gdy spoglądam wstecz, przypominam sobie szereg wspaniałych sytuacji, przygód z ptakami. Zawsze wiązało się to z pobytem w przyrodzie, z reguły z dala od hałasu, zgiełku miasta. Był czas na różne przemyślenia, na modlitwę, na podziwianie przyrody.

Obecnie robię też zajęcia ornitologiczne dla dzieci i młodzieży szkolnej. Ich zachwycone twarze w czasie projekcji obrazów ptaków i ich omawiania, są wspaniałą nagrodą za komary, kleszcze, pot, przemoknięcie, kąpiel w rzece w czasie mroźnej zimy, itd. Bo obserwacja ptaków pociąga za sobą również kon-kretny wysiłek. Mimo wszystko warto. Polecam.