Młodzi w Kościele

(222 - lipiec - sierpień 2018)

Recepta na ideał

Katarzyna Głowacka

Macie szczęście, że udało się wam TAK dobrze wychować pięcioro dzieci…

 

Często słyszę od obcych ludzi podszyte nutką zazdrości westchnienie „Macie szczęście, że udało się wam TAK dobrze wychować pięcioro dzieci…” TAK dobrze oznacza, że nasze dzieci są zdyscyplinowane, kulturalne, ładnie się wysławiają, uczą się lub studiują, jednocześnie dorabiając i tym samym zarabiając na swoje potrzeby i zachcianki. Te dzieci przy tym nie utraciły wiary, ale chętnie włączają się w różne duszpasterstwa oraz szkoły ewangelizacji, a ponadto szanują starszych, kochają swój kraj i nie wplątują się w nieodpowiednie relacje damsko-męskie, mam tu na myśli przedmałżeńskie więzi erotyczne. Po prostu czwórka chodzących ideałów; mówię „czwórka”, bo piąty potencjalny ideał jest wciąż jeszcze szczerbatym, beztroskim siedmiolatkiem, któremu w głowie tylko klocki lego i chemiczne eksperymenty.

Jak nam się to udało, w dzisiejszych trudnych czasach?

Czy jest jakaś recepta na ideał?

Tego nie wiem na pewno, ale mogę podzielić się swoją.

Pierwszym składnikiem tej recepty – podstawowym i  niezbędnym – jest stabilny dom, a w nim mama z tatą. Dom, czyli dobre miejsce, w którym młody człowiek czuje się bezpieczny, zaopiekowany i osłonięty od różnych sturm-und-drang-periodów okresu dorastania i dojrzewania. Miejsce, w którym czas płynie trochę wolniej i w którym panują pewne określone wartości, a które jednocześnie może być zapleczem, wsparciem i wytchnieniem w codziennych zmaganiach. Wszyscy wiemy, jak bardzo brudną wodą jesteśmy oblewani z każdej dosłownie strony, nasze dzieci odczuwają to równie mocno, jak my. Jedyna czysta woda płynie na nas z góry, w sensie dosłownym i metaforycznym. Rodzice, którzy podstawiają się pod ten, nomen omen, niebieski prysznic każdego dnia, stają się, bardzo zwyczajnie, źródłami żywej wody dla swoich dzieci. To jest właśnie ratunek i recepta na wewnętrzny pokój dzieci, najlepsza pomoc w ich samo-opanowaniu.

Prawdziwy dom charakteryzuje też unikalna kultura właściwa rodzinie, która go tworzy. Wszystkie małe i większe tradycje, które rodzina buduje od samego początku swojego istnienia, pękate albumy ze zdjęciami dokumentującymi jej codzienność i odświętność, zapach gotującego się obiadu, aromat gorącego ciasta, wspomnienia wspólnych wakacji i wypraw, rodzinne opowieści z dawnych lat, specyficzne poczucie humoru i kultowe powiedzonka – to wszystko składa się na dziecięcą tożsamość, pomaga dzieciom zakorzenić się w społeczeństwie, jego kulturze i tradycji, a także w wyznawanej wierze. Trzeba dążyć do tego, aby dom stał się miejscem, do którego chce się wracać, do którego lubi się wracać. 

Anglicy mają takie przysłowie: „Dom to nie tylko ściany i drzwi, domem są miłość, marzenia i sny” (tłum. własne z: A house is made of bricks and beams, a home is made love and dreams) Dobrze jest o tym pamiętać i wytrwale tworzyć tę duszę domu, którą dzieci kiedyś zabiorą ze sobą i która na zawsze będzie dla nich punktem odniesienia.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".