Słowo Boże

(155 - styczeń 2008)

Rozpalał miłość

Danka

Ks. Marek Boruc 1951-2007

1 grudnia 2007 r., o godz. 15.40, po długiej i ciężkiej chorobie zmarł ks. Marek Boruc, kapłan diecezji siedleckiej, moderator Ruchu Światło-Życie, proboszcz parafii w Kotuniu.

Ks. Marek Boruc był ogromnie zaangażowanym moderatorem Ruchu. Przez dwadzieścia lat, w latach 1983-2003 pełnił posługę moderatora diecezjalnego Ruchu Światło-Życie. Przez kilkanaście lat łączył ją z posługą moderatora diecezjalnego Domowego Kościoła. Prowadził oazy letnie dla młodzieży oraz krótsze rekolekcje dla rodzin.

Ks. Marek podejmował posługi na szczeblu krajowym. Był pierwszym moderatorem krajowym Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, członkiem zarządu Unii Kapłanów Chrystusa Sługi, moderatorem Centralnej Diakonii Deuterokatechumenatu, delegatem Kolegium Moderatorów do Centralnej Diakonii Jedności Ruchu.

Przez wiele lat prowadził nabożeństwo z błogosławieństwem animatorów podczas Centralnej Oazy Matki w Krościenku. Przewodniczył i głosił homilie w czasie jutrzni podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu. Szczególnie w pamięci uczestników kongregacji została jego homilia z 2 marca 2002 r. w której ukazał myślenie katechumenalne przeciwstawiając je „mentalności zaliczania”. Wielokrotnie prowadził również Oazę Rekolekcyjną Diakonii Jedności, która odbywa się zawsze w Krościenku przed niedzielą Chrztu Pańskiego i w gronie odpowiedzialnych rozpoczyna pochylanie się Ruchu nad tematem nowego roku pracy.

Ks. Marek Boruc był ogromną osobowością. Wymagający wobec siebie i innych, często bez ogródek wypowiadający swoje zdanie, zaangażowany całym sobą w to, co robił. Jego bezkompromisowość budziła kontrowersje, jednak liczne pełne wdzięczności wpisy, jakie pojawiły się pod wspomnieniem o nim na stronie internetowej Ruchu (http://www.oaza.pl/dokument.php?id=1655) najlepiej świadczą, dla jak wielu ludzi był przewodnikiem w drodze do Boga.

Bardzo się cieszę na wakacje, na oazy. Nie mogę się już ich doczekać - mówił w 1992 roku w wywiadzie dla pisma „Oaza” - Klimatu, atmosfery tego czasu wzrostu, przyglądania się ludziom. Bardzo mnie cieszą oazy i to co się w ludziach dzieje, i w zasadzie chciałbym tylko to robić.

Ks. Marek jeszcze jako kleryk w 1972 r. uczestniczył w słynnym Dniu Wspólnoty na Górze Błyszcz z udziałem kard. Karola Wojtyły.

We wrześniu 2007 r. modlił się nad nowym moderatorem generalnym Ruchu ks. Adamem Wodarczykiem. Marek i Darek, wychowankowie ks. Marka Boruca, zawieźli mnie na przysłowiowe „pięć minut” do parafii, gdzie ks. Marek aktualnie proboszczuje - pisał ks. Adam Wodarczyk w ostatniej „Oazie” - Widziałem ich radość, gdy doszło do krótkiej chwili spotkania moderatora generalnego z ks. Markiem. A ja mogłem poprosić ks. Marka, by mnie pobłogosławił na nowe zadania, podobnie jak dwadzieścia lat temu, gdy błogosławił mnie podczas COM-u na animatora Ruchu...

***

Poznałam ks. Marka Boruca w Krościenku na Oazie Rekolekcyjnej Diakonii Jedności w styczniu 1989 roku. To pierwsze wrażenie pozostało we mnie na zawsze. Ks. Marka zobaczyłam jako człowieka, który nigdy nie był obojętny na osobę obok. Zawsze był zainteresowany i przejęty losem młodych ludzi. Pamiętam śniadanie na Kopiej Górce, rano po nocnej podróży, wszyscy zmęczeni, a ks. Marek podejmował rozmowę - pytał, skąd jesteśmy (przyjechaliśmy we dwoje z Bydgoszczy), chciał nas poznać, zapytać skąd umiłowanie Ruchu. Cieszył się, że zna naszych moderatorów. I taki było zawsze, otwarty wobec człowieka, który stawał na jego drodze.

Przez wiele kolejnych lat uczestniczyłam w rekolekcjach ORDJ w Krościenku, które prowadził ks. Marek. Pamiętam jak uczył nas tego, co ważne w drodze do Pana Jezusa, przekazywał naukę opartą na doświadczeniu własnego życia, którym z wielkim przejęciem dzielił się z nami.

Pamiętam, jak mówił o Namiocie Spotkania: „Na modlitwę musisz mieć czas rano, a nie wieczorem... Bo nie stroi się skrzypiec po koncercie”. Był człowiekiem bardzo pogodnym, chętnie kolędował, żartował i cieszył się jak dziecko.

Posługiwałam w diakonii moderacji na KODAM-ie, który Ksiądz prowadził. Zawsze starał się wszystko robić i prowadzić z jak najważniejszą troską i starannością, jakby istnienie całego świata od tego zależało. Chciał dać uczestnikom rekolekcji wszystko, co najlepsze i do zbawienia potrzebne.

Zawsze budził we mnie podziw tym, w jak niesamowity sposób prowadził nas do Pana Jezusa, do umiłowania Kościoła, a jako metodę i sposób na to podążanie pokazywał nam drogę i charyzmat Światło-Życie. Miał wpływ w moje życie, na miłość do tego charyzmatu. Rozpalał miłość powrotu do źródeł, jak sam mawiał, chętnie dzielił się tą radością i to się udzielało. Wierzę, że w Domu Ojca będzie na wiecznej oazie.