Formowanie następców

(218 - listopad - grudzień 2017)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Siedem próśb

Magdalena Trybus

Jaką strukturę ma Modlitwa Pańska?

Tekst „Ojcze nasz” składa się z siedmiu próśb do miłosiernego Ojca w niebie. Pierwsze trzy odnoszą się do Boga i sposobu, w jaki powinniśmy Mu służyć. Końcowe cztery przedstawiają Ojcu w niebie nasze zasadnicze ludzkie potrzeby. Nr 513

 

Przyzwyczailiśmy się być może do utartego rozumienia modlitwy prośby, jako swego rodzaju „gorszej jakości”. Jednak sam Pan Jezus ucząc swoich uczniów modlitwy, formułuje ją w siedem wezwań – PRÓŚB! Pochylmy się zatem nad nimi, skoro nasz Pan tak bardzo je akcentuje i poleca swoim uczniom. 

Najpierw spójrzmy z „lotu ptaka” na pierwsze trzy, które związane są z naszą relacją do Boga: niech święci się Twoje Imię, niech przyjdzie Twoje Królestwo, niech będzie wola Twoja. W samym centrum tych próśb jest Bóg Ojciec i Jego sprawy. To swego rodzaju zaproszenie, by odwrócić swój wzrok wewnętrzny od nieustannego zajmowania się sobą i zająć się Bogiem, który zabiega o naszą uwagę. W oparciu o te trzy wezwania można by spróbować zrobić swego rodzaju codzienny rachunek sumienia z mojej relacji z Bogiem-Tatą. Czy dziś moje obowiązki, spotkania, praca, służba były wyrazem troski o Bożą chwałę czy o moją własną? Czy dziś w jakiś sposób przyczyniłem się do rozszerzania Bożego Królestwa na ziemi czy raczej zajęty byłem dbaniem o własny interes, wygodę i przyjemność? Czy w moim dziś uwzględniłem, rozeznałem, pytałem o wolę Bożą względem mnie czy raczej robiłem wszystko, aby spełniła się moja wola, mój pomysł na życie? Warto spróbować w tym kluczu przyglądać się sobie. Dłuższe praktykowanie takiej refleksji nad sobą może doprowadzić do ciekawych odkryć o nas samych i pozwoli trwać zwróconym w kierunku kochającego Ojca. 

W tym kontekście chcę wskazać na dwa niebezpieczeństwa, które uwadze nas wierzących być może umykają w codziennym pośpiechu. Niestety zaczynają być dość powszechnym zjawiskiem w różnych wspólnotach w Kościele, a jednocześnie nie przystają tego, o co modlimy się powszechnie w modlitwie Ojcze nasz. Pierwsze zjawisko nazwijmy na użytek naszych rozważań: „turystyką religijną”. Związane jest z powstawaniem nowych wspólnot w Kościele oraz tym, co mają do zaproponowania osobom, które nazywamy poszukującymi Boga. Myślę, że nie raz zetknęliśmy się z ludźmi biegającymi od wspólnoty do wspólnoty, z jednych rekolekcji na drugie, od jednego kaznodziei do drugiego, itd. Jeśli dzieje się to na początku przygody z Bogiem, to nie ma w tym nic niezwykłego – po prostu to szukanie miejsca, gdzie On chce człowieka postawić w Kościele. Gorzej jest jeśli dzieje się to latami i jest pewnym sposobem ucieczki od wzięcia odpowiedzialności za to, o co modlimy się w Modlitwie Pańskiej: rozszerzania chwały Bożej, Królestwa Ojca i wypełnienia Jego woli. O drugim zjawisku usłyszałam w tym roku na sesji „Życie w Duchu Świętym dzisiaj” w Centrum Duchowości oo. Salwatorianów w Krakowie. W czasie konferencji prowadzący, ks. Giacomo Morandi, powiedział, że największym niebezpieczeństwem w Kościele jest dziś „indywidualizm religijny”. To swego rodzaju odmiana świeckiej wersji realizowania siebie, np. w to się zaangażuję bo to jest zgodne z moją duchowością, w tamto nie bo nic nie daje mojemu rozwojowi duchowemu, na te rekolekcje jadę, bo tak zaplanowałem swój rozwój duchowy, a na to spotkanie nie przyjdę, bo w tej formie się nie czuję, ect. Wydawałoby się, że nie ma w tym nic szczególnego. Jednak niebezpieczeństwo jest w tym ogromne, gdyż w centrum jest ludzkie „ja”, nie Bóg i Jego plan względem mnie. Taka postawa nie pozwala też w pełni zaangażować się w życie Kościoła, ponieważ zawsze znajdzie się coś we wspólnocie co mi nie pasuje, co mi się nie podoba, z czym sobie nie radzę. A życie wspólnotowe to budowanie jedności mimo własnego „widzi mi się”, niewygody, innych podglądów, podejmowanie trudu przełamywania siebie dla dobra wspólnego i więzi braterskich. Rozwój duchowy „planuje się” nie według własnych egoizmów, zachcianek, przyjemności i własnej wizji, ale w duchu Chrystusowej miłości, przebaczenia, troski i odpowiedzialności, według rozeznanej woli Bożej względem mnie. 

Poświęćmy jeszcze jedną myśl czterem końcowym prośbom modlitwy Ojcze nasz, które dotyczą, jak podaje YOUCAT, zasadniczych ludzkich potrzeb. W naturalnym ludzkim rozumieniu zasadnicze potrzeby człowieka to: dobre zdrowie, pełen żołądek i portfel pełen banknotów o niekoniecznie niskich nominałach. Jednak Jezus proponuje nam zupełnie inną logikę i mówi, że naszą zasadniczą potrzebą jest: powszedni chleb (Eucharystyczny – uzasadnimy to w następnych odcinkach naszych rozważań), odpuszczenie grzechów i łaska by nie ulegać pokusie do złego. Tu pojawiają się kolejne pytania do codziennego rachunku sumienia. Jakie są moje podstawowe potrzeby? Czy moją potrzebą jest to, żebym był zabawiony i by nie zabrakło mi do tego Bożej pomocy? Czy kieruję się logiką Jezusową w przeżywaniu mojej codzienności? Jaka motywacja mną kieruje w wyborze prostych i trudnych decyzji – lęk o zdrowie, o finanse, o przepełniony żołądek czy troska o moje zbawienie? Co i KTO jest naprawdę w centrum mojego być? 

Jakiekolwiek byłyby odpowiedzi na powyższe pytania, to Ojcze nasz jest najlepszą modlitwą prośby, która pozwala nieustannie powracać (nawracać się) do Ojca i uczy miłosnej troski dziecka o chwałę swojego Taty (por. KKK nr 2629 i 2804). Warto się nią świadomie modlić codziennie, gdyż ma w sobie moc przemiany ludzkiego życia.