Chrześcijanin w życiu publicznym

(188 - wrzesień - październik 2012)

Sól ziemi

Andrzej Krynicki

Jesteśmy wezwani do obecności we wszystkich dziedzinach i aspektach życia społecznego i „przyprawiania” go światłem Ewangelii

Jezus w Kazaniu na Górze, po wypowiedzeniu błogosławieństw mówi do zgromadzonego tłumu: Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi (Mt 5, 13).

Rolą soli jest nadawanie smaku pokarmom i zachowywanie ich świeżości. Przekładając tę metaforę na język praktyczny możemy powiedzieć, że zadaniem chrześcijan wobec świata, w którym mają być solą, jest stawanie w obronie godności osoby ludzkiej i jej niezbywalnych praw, podejmowanie odpowiedzialności za dobro wspólne, obrona ładu moralnego. Ale jest to także wezwanie do postaw obywatelskich, w tym zaangażowania chrześcijan w sferze polityki. Warto w tym miejscu przywołać słowa Listu do Diogneta:

Czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie. Duszę znjadujemy we wszystkich członkach ciała, a chrześcijan w miastach świata. Dusza mieszka w ciele, a jednak nie jest z ciała; i chrześcijanie w świecie mieszkają, a jednak nie są ze świata. (…) Tak zaszczytne stanowisko Bóg im wyznaczył, że nie godzi się go opuścić.

Jesteśmy wezwani do obecności we wszystkich dziedzinach i aspektach życia społecznego i „przyprawiania” go światłem Ewangelii. Bycie chrześcijaninem jest nierozerwalnie złączone z powołaniem do świętości. Jeżeli chrzest prawdziwie zanurza nas w świętości Boga, to nie wolno być nam obojętnymi na wezwanie Chrystusa, które również pada w Kazaniu na Górze: cie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Wezwanie Jezusa należy też odczytać jako zachętę do budzenia sumień, wrażliwości na zło które jest w świecie. Dlatego przyrównanie do soli może też być odczytane jako zachęta by być „solą w oku”, czyli kimś kto nie daje spokoju – jest znakiem sprzeciwu.

Zadaniem chrześcijan jest też troska o własną tożsamość. Jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić?. Świadomość własnej wartości u wierzących w Chrystusa wyraża się w tym, że są otwarci na zewnętrzny świat. Mówi o tym czeski teolog ks. Tomáš Halik:

Chodzi o to, abyśmy w świecie byli tymi, którzy wnoszą otwartość na stale niespokojne wezwania Ewangelii. Tylko tak zachowamy smak i jakość soli – mamy być pokorni, ale nie konformistyczni, bez wyrazu czy też uniżenie słodcy.

Sól rozpuszcza się w żywności, przenika do jej wnętrza, ale nie tarci przez to swojej tożsamości. Zmienia swoje zewnętrzne właściwości fizyczne, ale nie traci smaku. Możemy w tym znaku dopatrywać analogi z obumierającym ziarnem, które tylko w ten sposób może wydać plon. Chrześcijanie muszą być gotowi poświęcić swoje życie w służbie drugiemu człowiekowi, aż do zaparcia się samych siebie.

By sól spełniła swoją role w pokarmie, nie potrzeba jej dużo. Nie musimy niepokoić się tym, że chrześcijan w Europie ubywa. Nie powinniśmy nastawiać się na masowość. Byłoby to chrześcijaństwo przesolone. Często wyrażamy tę prawdę stwierdzeniem „nie chodzi o ilość, ale o jakość” – choć najczęściej mówimy tak, by pocieszyć się, gdy np. po wielkiej akcji ewangelizacyjnej na spotkanie przychodzi garstka osób. Chrześcijaństwo rzeczywiście nie może być zamkniętym klubem dla wybranych, Dobra Nowina to oferta dla wszystkich, ale żeby realizować dzieła boże wierzących nie musi być wielu. Jezus kiedy mówił o wąskiej drodze wiodącej do życia (Mt 7, 14) wyraził przekonanie, że niewielu jest tych, którzy podejmą ten trud.

Myślę że inne zagrożenie związane z masowym chrześcijaństwem polega na tym że ktoś może dobrze czuć się wyłącznie na wielkich zlotach, pielgrzymkach, dniach wspólnoty, ale zupełnie zaniedbuje osobistą modlitwę czy formację w małej grupie – co nie prowadzi to pogłębienia wiary, osobistej relacji z Chrystusem. Dla przykładu - może trochę kolokwialnie – można powiedzieć, że w dniu śmierci Jana Pawła II wszyscy nagle „byliśmy katolikami”, ale jak nikły procent tych, którzy się w wtedy jednoczyli w modlitwie, przyznaje się na co dzień do swojej wiary. 

Zbyt mało soli można z kolei rozumieć jako chrześcijaństwo przesłodzone, w którym nie stawia się wymagań i unika trudnych prawd. Z chęci przypodobania się wszystkim, można stać się bezkrytycznym wobec zła. Jeżeli sól utraci swój smak może się przydać jedynie na podeptanie przez ludzi. Postawy chrześcijan mogą wzbudzać podziw albo wrogość, ale jeżeli spotkają ze wzgardą to może znaczyć, że „sól straciła swój smak”. Musimy bardzo poważnie potraktować przestrogę Chrystusa.

Słowa Jezusa o soli ziemi padają zaraz po błogosławieństwach (Mt 5, 3-12). Można to odczytać w ten sposób, że życie według tych ośmiu prawd broni nas – jak sól pokarmy – przed zepsuciem, którym jest nieposłuszeństwo Słowu Bożemu.

 

Zachowanie w życiu Bożego prawa miłości nadaje mu najbardziej właściwy smak i sprawia, że możliwym staje się budowanie dobrych relacji nawet tam, gdzie one już dawno uległy zepsuciu.