Wspólnota

(136 - kwiecień 2005)

Spotkanie (świadectwo)

Jola

Dorośli ze wspólnoty pokazali mi i powiedzieli, że Jezus jest tak samo prawdziwy dla nich jak dla mnie

Jestem w Ruchu Światło–Życie ponad 20 lat. Od 13 lat jestem mężatką, mamy troje dzieci.
Moje początki oazowe to trzecia klasa liceum.. Wspólnota jest dla mnie miejscem, gdzie uczyłam się prawidłowych relacji z rówieśnikami, a także z osobami starszymi, które były w naszej wspólnocie. Jestem jedynaczką, nie mam kuzynostwa w swoim wieku. Brakowało mi naturalnego środowiska, w którym nauczyłabym się swobodnie nawiązywać nowe znajomości, znajdować wspólne tematy do rozmów. Ludzie ze wspólnoty uczyli mnie tego. Tu poznawałam swoje wady i zalety, tu uczyłam się akceptowania ludzi takimi jakimi są, kochania ich miłością braterską. Tu walczyłam ze swoim egoizmem i tu doświadczałam przyjaźni, sympatii i budowałam poczucie własnej wartości.
W czasach studenckich ogromne znaczenie miała dla mnie obecność osób starszych, równie zaangażowanych we wspólnotę i wyznających Jezusa jako swojego Pana. Moi rodzice nie nauczyli mnie jak wierzyć, nie pokazali mi Jezusa, bo sami Go nie znali, nie chodzili do kościoła. Moje zaangażowanie w Ruch traktowali jako młodzieńczą przygodę. Uważali, że z wiekiem mi przejdzie (nie przeszło). Dlatego świadectwo tych dorosłych osób było dla mnie tak ważne. Oni pokazali mi i powiedzieli, że Jezus jest tak samo prawdziwy dla nich jak dla mnie. I to nie zależy od wieku, bo to jest Prawda. Żeby uwierzyć w Jezusa i Jezusowi, trzeba Go spotkać. Oni Go spotkali.
We wspólnocie poznałam swojego męża. Można powiedzieć, że wspólnota dała mi męża. To jest cudowny dar. Spotkanie z człowiekiem, który ma taki sam system wartości, dla którego te same wartości podstawowe są ważne, z którym uczestniczy się w tych samych lub takich samych rekolekcjach, spotkaniach modlitewnych, rozmowach duchowych i zabawach. Budowaliśmy relację przyjaźni na łonie wspólnoty. Poznawaliśmy siebie wzajemnie w relacjach z innymi przyjaciółmi ze wspólnoty. Po paru latach takiej znajomości w naszej relacji rozwinęła się miłość oblubieńcza i dojrzeliśmy do decyzji o małżeństwie. Znajomość siebie, szczerość, otwartość na siebie, umiejętność dialogu, modlitwa, to rzeczy, których nauczyliśmy się we wspólnocie jeszcze przed ślubem.
Wkrótce po zawarciu przez nas związku małżeńskiego w naszej wspólnocie zaczęły powstawać nowe kręgi Domowego Kościoła. Dla nas naturalną rzeczą było kontynuowanie formacji będąc w małżeństwie. Tak zrobiliśmy. Znowu środowisko ludzi, małżeństw z podobnymi problemami: wychowanie dzieci, problemy z pracą, zdrowiem itd. Ogromne wspieranie się modlitewne. Towarzystwo osób, z którymi się rozumiemy. W świecie zmaterializowanym, zdegenerowanym moralnie, mamy ludzi, którzy myślą podobnie i nie czujemy się sami. Wielu o chrześcijanach powie, że to wariaci, nienormalni. To dobrze. To znaczy, że jest dobrze. Mając wspólnotę, czujemy się jak najbardziej normalni, nie jesteśmy samotni i to nam daje siły, żeby dalej Jezus był najważniejszy w naszym życiu i żeby tę prawdę przekazywać dzieciom jako coś tak oczywistego jak to, że świeci słonce i dlatego trawa jest zielona.
Wspólnoty eklezjalne są ogromnym darem i błogosławieństwem . Młodzi ludzie są niedocenionym motorem i siłą dla starszych. a dorośli dla młodych żywym świadectwem autentyczności wiary. Taka jest wspólnota.