Grzech

(135 - luty - marzec 2005)

Spotkanie

Rozmowa z ks. Romanem Poźniakiem

Spowiedź często traktuje się jako swego rodzaju osądzenie i wymierzenie kary za przekroczenie prawa.

— Chcielibyśmy porozmawiać z Księdzem o sakramencie pojednania, o tym czym jest spowiedź.

Ks. Roman Poźniak: Myślę, że nim zaczniemy mówić o szczegółach, trzeba najpierw powiedzieć o samym rozumieniu spowiedzi. Często spowiedź pojmuje się technicznie — są święta, trzeba iść do spowiedzi, po to, aby zrzucić grzechy. Mówi się: „idę do spowiedzi”. Podobnie zresztą jak: „idę do Komunii”. A spowiedź, Komunia św. to jest spotkanie. Nie: idę po coś, a: idę do Kogoś. Tak jak spotkanie ojca z synem marnotrawnym. Syn nie szedł po coś, tylko szedł do ojca. „Zabiorę się i pójdę do mego ojca” (Łk 15,18)).
Idąc więc do spowiedzi muszę mieć świadomość, że idę do Chrystusa. W sakramencie pojednania spotkam Chrystusa, otrzymam od Niego odnowioną przyjaźń.

— Jak Ksiądz myśli, z czego bierze się takie techniczne spojrzenie na spowiedź?

— Mamy prawne spojrzenie na grzech — grzech to jest dla nas przekroczenie prawa, złamanie jakiegoś przepisu, przykazania. A najważniejsze jest to, że grzech to oddalenie się od Boga, a grzech ciężki to zerwanie z Nim. Z prawnego rozumienia grzechu wynika stosunek do spowiedzi — często traktuje się ją jako swego rodzaju osądzenie i wymierzenie kary za przekroczenie prawa. I potem uznaje się: dostałem mandat (czyli pokutę) i sprawa załatwiona.

— Jak w takim razie powinno się widzieć spowiedź?

— Oddaliłem się od Boga i przychodzę po to, aby na nowo się przybliżyć. Na spotkaniu z dziećmi pierwszokomunijnymi staram się to przedstawić obrazowo w następujący sposób. Ja występuję w roli Pana Boga, a jedno dziecko jest człowiekiem, który grzeszy. Dzieci wymieniają różne grzechy (oczywiście takie ogólne — np. nie słuchałem mamy, nie pomogłem). Po każdym grzechu dziecko się coraz bardziej oddala. Grzech ciężki to wyjście za drzwi. A potem Pan Bóg zaczyna wołać. Dziecko się zbliża do Boga i następuje pojednanie. Wyjaśniam dzieciom, że na tym właśnie polega spowiedź.
Często dobre rozumienie spowiedzi utrudnia skoncentrowanie się na osobie spowiednika. Bardziej myśli się o tym, do jakiego księdza się pójdzie, co on sobie pomyśli, jak zareaguje. Szuka się obcego księdza, który nas nie zna. Oczywiście — każdy ma prawo do wyboru spowiednika. Niemniej takie myślenie wskazuje, iż bardziej widzi się osobę kapłana, a nie patrzy się na spowiedź jak na spotkanie z Jezusem.

— Tak więc spowiedź to przede wszystkim spotkanie z Jezusem.

— Tak, spotkanie z Bogiem, który na mnie czeka. Sakrament pojednania to wielka dyspozycyjność Pana Boga. Nie Pan Bóg ustala, kiedy się wyspowiadam. On jest zawsze otwarty. Wychodzi z miłością, inicjuje wszystko i czeka. To ode mnie zależy, czy ja chcę, czy skorzystam z Jego darów, czy do Niego przyjdę. On zawsze czeka.

— Co trzeba wyznać na spowiedzi?

— Do istoty sakramentu należy wyznanie grzechów ciężkich. Grzechy lekkie natomiast wyznajemy ze względów formacyjnych. Spowiedź pomaga bowiem uporządkować życie duchowe.

— Jak często w takim razie trzeba się spowiadać?

— Pierwszym, minimalnym punktem wyjścia jest zasada, że człowiek powinien żyć w stanie łaski uświęcającej. Tu więc jest odpowiedź na to pytanie: spowiadać się trzeba zawsze po popełnieniu ciężkiego grzechu.
Wyobraźmy sobie dwie osoby, które mają takie same słabości. Jedna spowiada się raz do roku, druga co miesiąc. I każda z nich jest w stanie wytrwać przez tydzień. Osoba spowiadająca się raz do roku, jest więc w stanie łaski uświęcającej zaledwie tydzień w ciągu roku — 51 tygodni jest w grzechu. Ten, który spowiada się co miesiąc, byłby w tej sytuacji w stanie łaski przez 12 tygodni. Nieporównanie lepiej, ale i tak przecież przez większą część roku (40 tygodni!) byłby poza łaską.
Ten przykład dobrze pokazuje zasadę spowiadania się zawsze po grzechu ciężkim. Patrząc na spowiedź w tym aspekcie nie można stawiać sobie jakichś sztywnych terminów. W tym przykładzie nawet comiesięczna spowiedź byłaby zbyt rzadka.

— Ale zarazem, jeśli ktoś grzechy ciężkie popełnia sporadycznie, do spowiedzi mógłby chodzić bardzo rzadko.

— Tu dotykamy drugiego wymiaru sakramentu pojednania — wymiaru formacyjnego. Staramy się, powinniśmy się starać pracować nad sobą. Jeśli jakieś słabości ciągle się u mnie pojawiają, to mogą przekształcić się w wadę. Częsta spowiedź pomaga zapanować nad nimi w zarodku.
Częsta spowiedź uwrażliwia sumienie. Gdy ktoś się długo nie spowiada, przestaje dostrzegać grzechy. Na przykład, gdy ktoś się nie będzie modlił, na początku będzie pamiętał, że opuścił modlitwę, po pewnym czasie jednak przestanie jednak odczuwać potrzebę modlitwy i w ogóle nie pomyśli, że opuszczenie modlitwy jest grzechem. Stąd się biorą potem takie spowiedzi — autentyczne! — „nikogo nie zabiłem, nie ukradłem, więcej grzechów nie pamiętam”.
Można tu użyć pewnego porównania. Człowiek, który niesie duży ciężar, widzi tylko kawałek drogi przed sobą. Jeśli ten ciężar odłoży, może się wyprostować, spojrzeć daleko. Powinniśmy się starać nie być obciążonymi. Ludzie, którzy się rzadko spowiadają, są smutni duchowo. Ci, którzy spowiadają się często, są otwarci na Boga i na drugiego człowieka.
Jeszcze trzeba tu dodać, że ci, którzy pełnią szczególne zadania w społeczeństwie, od których zależy formacja drugiego człowieka — na przykład nauczyciele, rodzice, księża — powinni spowiadać się częściej. Klerykom już w seminarium zaleca się, by spowiadali się co tydzień. Ojciec św. spowiada się co tydzień. Ludzie, o których mówię, muszą być szczególnie uformowani wewnętrznie. Jeśli ktoś nie jest wewnętrznie dojrzały, trudno by był odpowiedzialny za kształt sumienia drugiej osoby. To dobrze widać na przykładzie rodziców, którzy posyłają dzieci do kościoła, a sami nie chodzą.

— O czym powinniśmy powiedzieć rozpoczynając spowiedź?

— Trzeba określić swój status społeczny. To jest ważne z przyczyn praktycznych — czasem ktoś ma np. bardzo wysoki dziecięcy głos,aprzez kratkikonfesjonału dobrze nie widać, z kim się rozmawia. Albo dorosła osoba przyjdzie się spowiadać wśród dzieci. Jeśli ksiądz się nie zorientuje, może naukę na poziomie dziecka wygłosić dorosłemu. Ale ważniejsza jest inna sprawa — status społeczny wpływa na ocenę wagi grzechów. Jeśli rodzic nie był na mszy św. w niedzielę — to można przypuszczać, że i dzieci przez to nie były. Jeśli ktoś pije i jest samotny, to jednak to inaczej wygląda niż gdy pije ojciec rodziny. Wiadomo, że wpływa to na atmosferę w domu, wychowanie dzieci, też utrzymanie dzieci, które mogą przez to nie mieć na chleb.

— Czy spowiadając się trzeba dokładnie opowiadać, na czym polegał grzech?

— Tylko przy grzechach ciężkich trzeba podać ilość oraz okoliczności ich popełnienia. Nie trzeba jednak mówić, jak się dany grzech popełniło — np. w jaki sposób się dokonało kradzieży. Istotne są motywy: dlaczego np. ktoś nie był w niedzielę na mszy św., dlaczego wywołał awanturę w domu.

— Co powinniśmy zrobić, jeśli się przypomni jakiś niewyznany grzech?

— To jest delikatna sprawa. Wiadomo, że problem powstaje w odniesieniu do grzechów ciężkich, tylko te bowiem mamy obowiązek wyznać na spowiedzi. Grzechy, które zostały opuszczone przez zapomnienie, są odpuszczone. Niemniej w takiej sytuacji trzeba postawić sobie pytanie o przygotowanie do spowiedzi, o rachunek sumienia. Ile można mieć grzechów ciężkich? Tak realnie nie więcej niż dwa, trzy. Jeśli więc ktoś zapomniał, to jak się do tej spowiedzi przygotowywał?
Na następnej spowiedzi należy wyznać zapomniany grzech ciężki. I najlepiej do tej spowiedzi iść szybko, tym razem starannie się przygotowując. Zapomniane grzechy lekkie można na następnej spowiedzi wyznać dla naszej formacji.
Rachunek sumienia zawsze trzeba robić z Panem Bogiem. Powinniśmy rozpocząć od modlitwy do Ducha Świętego, by rozpoznać swoje sumienie, stanąć w prawdzie przed Bogiem. „Człowiek nie może zrozumieć siebie bez Chrystusa” —mówił Ojciec św.

— Czym jest żal za grzechy?

— Żal to smutek z tego powodu, że się takie rzeczy popełniło. Wstręt do zła, które się popełniło. Jeśli nie ma żalu to trudno mówić o dobrej spowiedzi.

— A jeśli ktoś nie widzi zła w swoim czynie, wyznaje go tylko dlatego, że wie, iż jest to grzech w świetle nauki Kościoła?

— O specyficznym rodzaju żalu pisze angielski pisarz Bruce Marshal w książce „Chwała córy królewskiej”. Stary marynarz, wyznając grzechy, mówi, że niektórych z nich wcale nie żałuje. W końcu stwierdza jednak, że żałuje tego, iż nie żałuje. I to też był prawdziwy żal. Żałował, że tak zapuścił swoje sumienie.

— Chcielibyśmy zapytać o pokutę. Czy trzeba ją odprawić od razu po spowiedzi?

— Czasem spowiednik naznaczy termin odprawienia pokuty. Wtedy trzeba w tym ustalonym terminie. Jeśli termin nie jest naznaczony, to można ją odprawić w dowolnym czasie. Niemniej trzeba pamiętać, że sama natura sakramentu domaga się szybkiego zadośćuczynienia. Przecież jeśli kogoś skrzywdzę, to nie czekam, by wszystko naprawić.

— Co zrobić, gdy się zapomni pokuty?

— Myślę, że są rodzaje pokuty, których się nie zapomni — np. obowiązek przeproszenia kogoś. Jeśli się zapomni, jaką modlitwę miało się odmówić, to można odmówić inną modlitwę, zaznaczając to na następnej spowiedzi. Samemu bowiem pokuty nie można zmieniać.

— A jeśli ktoś nie zrozumiał, jaką pokutę otrzymał?

— Powinien zapytać księdza. Jeśli krępuje się zapytać, to może odprawićinną, zaznaczając to na następnej spowiedzi.

— Co Ksiądz sądzi na temat spowiedzi podczas Mszy św., szczególnie Mszy św. niedzielnej?

— Uważam, że na spowiedź powinno się znaleźć czas. Nie powinno się więc jej odbywać podczas mszy św. To trochę tak, jak gdybym mając przyjaciela fryzjera, poszedł do niego na kolację i poprosił, aby przy okazji mnie ostrzygł. Myślę, że mógłby się na mnie słusznie obrazić.
Oczywiście są szczególne sytuacja — np. osoby starsze,które rodzina przywozi do kościoła i które uczestnicząc we mszy, idą też do spowiedzi. Nie można wymagać, by przywożono je po raz drugi.
Księża siadają do konfesjonałów by sprowokować, zachęcić. Myślę jednak, że coraz częściej spowiedź jest przede mszą. Uważam również, że powinno się umieć pytać o spowiedź, mieć odwagę prosić o sakrament pojednania. Jeśli coś jest ważne dla mojego duchowego dobra, to muszę mieć odwagę o to dobro poprosić.

— Czasem jest tak, że ktoś mimo spowiedzi ma wyrzuty sumienia.

— Jeśli to wynika z niewyznania jakiegoś grzechu, to powinien pójść i go wyznać. Ale są ludzie, którzy ciągle mają niepokój sumienia, mimo że spowiedź była ważna. Czasem jest tak przy poważnych grzechach, np. aborcji. A niekiedy po prostu w szczególnych sytuacjach. Ktoś na przykład nakrzyczał na chorą matkę, matka wkrótce potem zmarła. I mimo, że wyznał ten grzech, ciągle odczuwa wyrzuty sumienia. Otóż trzeba powiedzieć, że spowiedź nie jest uspokajaczem sumienia a uwolnieniem od zła. Jeśli więc ktoś chciałby po raz kolejny wyznawać odpuszczony grzech, to powinien się zastanowić nad swoją wiarą w moc sakramentu.
Wyrzuty sumienia to nie jest materia do spowiedzi — grzech został już przecież odpuszczony. Natomiast niepokój sumienia może być wezwaniem do jakiegoś wynagrodzenia — większej modlitwy za matkę w przytoczonym przykładzie. Ten, kto popełnił aborcję może być wezwany do większej troski o pozostałe dzieci, czy na przykład do wspomożenia domu dziecka. Czasem ten niepokój sumienia jest pokutą, którą ktoś musi nieść przez życie.

— Dziękujemy za rozmowę.

rozm. Agata i Krzysztof Jankowiakowie