Miłosierdzie

(192 - kwiecień 2013)

z cyklu "Na płytach"

Światło-Życie

Krzysztof Jankowiak

Nagranie oazowych piose­nek roku przez najbar­dziej chyba znany zespół muzyki chrześcijańskiej – to brzmi ekscytująco!

Zaczęło się to wszystko w Carlsbergu, gdzie zespół New Li­fe’m prowadził warsztaty mu­zyczne. Tam zrodził się pomysł. Inicjatorem był dawny moderator generalny ks. Henryk Bolczyk, pomysł został podjęty przez ze­spół. Premiera miała miejsce w czasie Kongregacji Odpowie­dzialnych – od tego dnia płyta trafiła do sprzedaży.

Na pierwszy rzut oka uderza niezwykła staranność wydania – całe wydawnictwo to właściwie mała książeczka. Jest w niej in­formacja o Ruchu Światło-Życie, o ks. Blachnickim, o zespole New Life’m, kilka świadectw (m.in. należącego do Ruchu znanego dziennikarza Tomasza Zubilewicza), wypowiedzi ks. Bolczyka i ks. Adama Wodarczy-ka i oczywiście teksty piosenek. To wszystko ilustrowane piękny- mi kolorowymi zdjęciami z rozmaitych wydarzeń z życia Ru-chu.

I wreszcie sama płyta. Składa się na nią dwanaście utworów. Są to piosenki roku z różnych lat. Niemożliwe oczywiście było zmieszczenie na płycie wszyst-kich piosenek roku, doko­nano więc wyboru. Wybór wyda­je się reprezentatywny – są pio­senki z dawniejszych czasów, gdy wy­bierano na piosenkę roku po prostu jedną ze znanych pio­senek i piosenki specjalnie w tym celu pisane (co dzieje się od kilkunastu lat, choć po raz pierwszy specjalnie napisano piosenkę roku już w 1990 r.). Mamy więc wybór z wielu lat – najdawniejsza piosenka roku to „Dziękuję Bogu dziś”, piosenka roku 1976 i 1995, najnowsza to „Wielki jest Pan”, piosenka sprzed dwóch lat.

 

Jakie są te nagrania? Marcin Pospieszalski podczas prezentacji płyty w czasie Kongregacji Od­powiedzialnych mówił, że zamia­rem zespołu było nagranie piose­nek bez jakichś specjalnych arty­stycznych aranżacji, lecz tak jak­by zespół posługiwał na spotka­niu modlitewnym. Mimo tego skromnego zamiaru aranżacje są moim zdaniem ciekawe, potrafią wydobyć piękno nawet z bardzo prostych piosenek. Nie wszystkie może są równie udane, w więk­szości jednak płyty słucha się z prawdziwą przyjemnością.