Kościół szukający drogi

(204 - marzec - kwiecień 2015)

z cyklu "To lubię"

Szyciowanki

Mariola Graczyk

Nie byłam zbyt zdolną uczennicą, ale z wychowania fizycznego i zajęć praktyczno- technicznych zawsze miałam 5. Najpierw zachwyciłam się szydełkiem i dzierganiem na drutach. Powstawały serwetki, szaliki, czapki i kilka swetrów. Gdy na świat przyszły nasze córeczki zaczęło się dzierganie dla lal i misiaczków. 

I tak by zostało, gdyby pewnego dnia znajomi nie zaproponowali pożyczenia maszyny do szycia. Odkryłam nowy świat, w którym mogłam tkwić od dawna, bo moja mama jest krawcową z zawodu, ale niestety bez zamiłowania i nie potrafiła mnie nauczyć szyć. Pierwsze kroki stawiałam na wyczucie i szło całkiem dobrze, jakieś podwijanie, spódniczki, woreczki i inne proste rzeczy. Zachwyt córek z ciuszków uszytych przez mamę dodawał skrzydeł. 

Kilka lat później od rodziców otrzymałam swojego własnego Łucznika. Była to już era Internetu w naszym domu i wykorzystywałam go do nauki szycia. Pewnego razu trafiłam na forum akcji „Kołderka za jeden uśmiech”. Ucząc się od wprawniejszych w szyciu, włączyłam się w akcję. 

Zachwyciłam się patchworkiem. Patchwork to metoda szycia, w której zszywa się małe kawałki materiału (o podobnych geometrycznie kształtach, np. patchwork z kawałków trójkątnych) w większą całość, tworząc nowy wzór. Słowem tym określa się także pracę wykonaną tą techniką. Szyłam kołderki dla chorych dzieci z kwadracików wyszywanych przez kobiety z Polski. Wiele w tym czasie się nauczyłam i uwierzyłam w siebie. Dając - otrzymywałam. 

Nadszedł czas na intensywną pracę zawodową i maszyna, i wszelkie rękodzieło poszło na bok. Czułam brak tego zajęcia, ale nie było czasu. Powrót do prac ręcznych nastąpił, gdy straciłam swoją wymarzoną pracę i nie było nadziei na nic nowego. Zainteresowałam się wtedy biżuterią z wełny czesankowej, powstawały broszki i korale, małe figurki dla córek i ich koleżanek, na upominki dla znajomych. 

Wełna czesankowa to bardzo wdzięczny materiał, miły w dotyku i umożliwiający nadawanie wymyślonej formy. Wełnę czesankową można filcować na sucho igłą z mikro zadziorkami lub na mokro - ciepłą wodą z mydłem. Wróciłam też do szycia dalszych szyjątek patchworkowych, poduszek i toreb na zakupy. W prezencie od przyjaciółki otrzymałam książkę o szyciu Tild, różnych lalek, aniołków, przytulanek, ozdób do domu. Zaczęły powstawać misie, aniołki i inne cudeńka. Obdarowywałam nimi rodzinę, znajomych i siebie. 

Ponieważ pracy stałej i uczciwej nie mogłam znaleźć, spróbowaliśmy z mężem otworzyć własną działalność. Było szycie i wyjazdy na kiermasze, bardzo ciekawy czas w naszym życiu, ale niestety trzeba było dopłacać, a my chcieliśmy podreperować nasz budżet rodzinny. 

Lubię szyć, więc szyję dalej, trochę dla córek i dalszej rodziny na upominki i do szuflady. Największą frajdę sprawia mi szycie aniołków i lalek szmacianek. Szukam nowych wzorów, ciekawych materiałów. Gdy szyję aniołki, misie i inne przytulanki mam uśmiech na twarzy, zapominam o kłopotach. Myślę o dziecku, czy osobie dorosłej do której ta rzecz trafi i sprawi radość. Moje szyciowanki i dzierganki to dla mnie pomoc, która w trudnych chwilach utraty pracy z dnia na dzień i bezrobocia pomogły i pomagają mi pozbierać się, zająć myśli i ręce. Swoje prace pokazuje na blogu, który prowadzę od kilku lat mysianorka1.blogspot.com.