Kapłaństwo

(167 - wrzesień - październik 2009)

We wspólnocie

wywiad z ks. Maciejem Krulakiem

Wszelkie ruchy katolickie wymagają posługi kapłanów, którzy rozumieją ich specyfikę formacji i działania, którzy identyfikują się z tym konkretnym ruchem

Wieczernik:Przeżywamy rok kapłański. Chciałbym porozmawiać z Księdzem o tym, co szczególnie bliskie dla członków Ruchu Światło-Życie oraz innych ruchów – o miejscu i roli kapłana we wspólnocie.

ks. Maciej Krulak: Podejmując ten temat trzeba najpierw spojrzeć na to, czym jest wspólnota. Każda wspólnota jest częścią Kościoła. Funkcjonowanie wspólnot wynika więc ze specyfiki Kościoła, który jest czymś innym niż organizacje działające w społeczeństwie. Kościół nie rządzi się logiką większości, nie ma ustroju ani demokratycznego, ani autorytarnego. Tu „rządzi” Duch Święty! Dlatego też duchowni nie mają być jakimiś urzędnikami, albo przedstawicielami zarządu, są sługami, którzy dbają nie o swoje dobro, czy dobro swoich mocodawców, ale o dobro czyli zbawienie, tych, którym służą.

W.:I co z tego konkretnie wynika?

ks. M.K.: Z tych racji miejsce kapłana we wspólnocie jest specyficzne i zupełnie inne od pozycji lidera, czy przywódcy w jakiejkolwiek grupie społecznej, politycznej, albo ekonomicznej. Jego zdanie trzeba brać pod uwagę nie dlatego, iż jest jakimś guru, z którym się nie dyskutuje, ani dlatego, że jest najlepiej wykształcony, albo najbardziej doświadczony, najbogatszy, czy najwyżej postawiony, ale waga jego wypowiedzi czy osądu wynika z Bożego daru – z łaski sakramentalnej, z daru urzędu, który jest napełniony mocą Ducha Świętego – Ducha Mądrości i Rozumu.

W.:Wspólnoty w Kościele powstają jednak często oddolnie, są przejawem rzeczywistości nie urzędowej a charyzmatycznej. Ksiądz tymczasem kładzie nacisk na urzędowy charakter posługi kapłana.

ks. M.K.: Owszem, mówi się o pewnym napięciu między urzędem a charyzmatem, warto jednak zobaczyć, iż w Kościele urząd jest charyzmatem, czyli darem Ducha dla jedności. Trudno więc mówić o napięciu, a raczej powinniśmy dostrzec dynamikę, która powoduje nieustanne poruszenie, czyli ruch w Kościele. Najbardziej czytelnym tego przejawem są wszelkie ruchy, przez Ducha powołane w Kościele w celu jego ożywienia. Aby owe ruchy mogły funkcjonować potrzeba charyzmatyków, a więc ludzi w szczególny sposób otwartych na działanie Ducha, którzy  oddadzą swoje życie na posługę dla wspólnoty. Wszelkie ruchy katolickie wymagają posługi kapłanów, ale kapłanów którzy rozumieją ich specyfikę formacji i działania, którzy identyfikują się z tym konkretnym ruchem. Inaczej naruszona zostanie wewnętrzna jedność pomiędzy urzędem a charyzmatem, co skończy się rozłamem, czyli największym zgorszeniem (umniejszeniem) w łonie Kościoła. Nie wystarczy tu być widzem, jakimś cenzorem, strażnikiem czy opiekunem. Tu specyfiką jest kroczenie konkretną i konsekwentną drogą formacji.

W.:Jaka jest więc rola kapłana we wspólnocie?

ks. M.K.: Kapłani, z racji przyjętego sakramentu święceń, są we wspólnocie zwornikami jedności oraz znakami powszechności Kościoła. Nie wynika to jednak z ich osobistych cech i talentów, ale z daru, który stał się ich udziałem. Z tej racji potrzeba im (nam) pokory, bo przecież cóż mamy, czego byśmy nie otrzymali? Te wspólnoty nie są nasze, ale Chrystusowe, to my jesteśmy w nich.

W.:Rozmawiamy na dość, można powiedzieć, wysokim poziomie. Tymczasem problem, przed którym bardzo często stają wspólnoty jest bardzo prozaiczny – księża nie bardzo chcą w nich posługiwać.  Co robić, aby księża chcieli angażować się we wspólnoty?

ks. M.K.: Rzeczywiście, wiele wspólnot rozpadło się bez kapłana, czy kiedy nie chciał on dla nich posługiwać. Nie można jednak nosić księdza na rękach, bo łaskawie przychodzi na spotkania wspólnoty, czy coś tam organizuje. Trudno w jakiś szczególny sposób chwalić kogoś za to, że spełnia swoje zadania, do których został powołany. Posługa na rzecz wspólnot nie może być rozumiana jako forma hobby, które w wolnym czasie, niejako w zakresie wolontariatu, spełnia jakiś ksiądz. To przynależy do jego misji pasterskiej, do urzeczywistniania Kościoła, który ze swej natury jest wspólnotą.

Nie można patrzeć na duszpasterstwo w wersji light, czyli msza, spowiedź, katecheza i w wersji hardcore – wspólnota, małe grupy, wyjazdy, rekolekcje. Duszpasterstwo musi ze swej natury zawierać obie rzeczywistości, które uzupełniają się, prowadzą do głębszego przeżywania wiary przez poszczególne osoby. Niezwykle ważna jest tu wizja parafii, która jest środowiskiem urzeczywistniania się Kościoła. Jeżeli widzimy ją jako wspólnotę wspólnot, gdzie z różnorodności, współpracy i jedności rodzi się życie, to nie potrzeba tłumaczyć jak ważnym elementem duszpasterstwa jest zaangażowanie kapłana na rzecz małych, choćby kilkuosobowych, wspólnot.

Na jakiś czas?

W.:Problemem, z którym nierzadko spotykają się wspólnoty jest brak ciągłości posługi. Był ksiądz, założył wspólnotę, odszedł a jego następca nie chce się nią zajmować albo wręcz  zakłada swoją grupę, zupełnie inną.

ks. M.K.: Wielką sztuką w Kościele jest uznanie, iż historia zbawienia nie zaczyna się ode mnie i na mnie się nie kończy. Pokorne wychowywanie swoich następców, to niezwykle istotna część działania duszpasterskiego. Można powiedzieć, iż właśnie to jest miarą wielkości pasterza. Życie pokazuje, że choć jednorazowe akcje są bardziej błyskotliwe, to jednak owocniejsze jest systematyczne i długofalowe działanie.

Logika wspólnot wymaga drogi formacyjnej. Każda wspólnota zakłada przynajmniej kilkuletnie systematyczne działanie formacyjne, które wymagają kontynuacji, zwłaszcza poprzez konsekwentną posługę kapłana.

W.:Co więc ksiądz prowadzący wspólnotę powinien robić, by ta kontynuacja miała miejsce?

ks. M.K.: Trzeba inwestować zarówno w świeckich liderów, zwłaszcza dorosłych, którzy po prostu będą w danej parafii, kiedy księża będą przychodzić i odchodzić (zwłaszcza wikariusze), jak i wychowywać następców w kapłańskich szeregach, poprzez gromadzenia i wspieranie tych, którzy mają wspólnotową wizję parafii oraz poprzez ukazywanie tej wizji, zarówno w teorii jak i w praktyce. To pierwsze działanie zakłada uznanie, iż świeccy na mocy sakramentów inicjacji chrześcijańskiej są wezwani do posługi w Kościele. Potrzeba więc takiej zrównoważonej współpracy, gdzie duchowni nie ulegają pokusie zeświecczenia, a świeccy nie próbują zająć miejsca kapłanów. Zachowanie specyfiki stanów, to najlepsza forma bycia razem. Każda ze stron wnosi wtedy to co ma najcenniejsze i nie dybie zazdrośnie na innych, bojąc się, że ktoś ją „wygryzie”, zajmie miejsce i umniejszy znaczenie. Niestety współcześnie często myli się posługę z władzą i dlatego staje się ona elementem walki, tak jak w rzeczywistości tego świata. Nie ma mowy o byciu „po któreś stronie” – Kościół to jedność pod każdym względem – jedność nie zakłada jedyności (w znaczeniu numerycznym) – tutaj każdy jest potrzebny, bo wnosi ze sobą całe bogactwo swej wyjątkowości.

W.:Nie jest prosto budować taką zrównoważoną wspólnotę.

ks. M.K.: Dotykamy tu delikatnej rzeczywistości zrozumienia i posłuszeństwa. O ile łatwo jest znaleźć posłuch wśród młodzieży (kwestia wieku, wykształcenia, autorytetu), gdzie ksiądz ma coś z ojca rodziny, to trudniej jest we współpracy z dorosłymi. Nie wolno kapłanowi traktować dorosłych jak malutkich dzieci i na odwrót, zwłaszcza, gdy ksiądz jest młody wiekiem. Sakrament kapłaństwa nie daje wlanej wiedzy, daje łaskę, a ta realizuje się w dialogu miłości. Ksiądz nie musi być od wszystkiego, może dobrać sobie do pomocy w posłudze specjalistów od konkretnych dziedzin. Taki układ zdejmuje z jego barków ciężar wielu spraw, na których nie ma obowiązku się znać i w których nie musi przecież czuć się jak „ryba w wodzie”. Dorośli ludzie przecież mają swoje doświadczenia życiowe, talenty, wykształcenie i nie można tego zakwestionować. Wręcz przeciwnie – wzajemny szacunek i dzielenie się doświadczeniami i myślami prowadzą do owocności. Dlatego potrzeba dialogu w każdej sytuacji oraz zrozumienia specyfiki sposobu życia. Nie można poddać się relacjom autorytarnym, ani na kształt parlamentu. Wspólnota to nie miejsce pracy, ani arena rozgrywki politycznej. Trzeba być razem, a jednocześnie strzec się unifikacji z zamazaniem wyjątkowości stanu życia. Musimy dobrze wykorzystać talenty, wykształcenie i doświadczenie życiowe. Jednocześnie nieustannie pamiętać, iż jesteśmy częścią Ciała Chrystusa i nie sugerować się metodami tego świata. Relacja kapłana z dorosłymi świeckim nie jest relacją władzy, ani kumplowania, to więź braterska, choć czasami i ojcowska. Tam, gdzie razem trwamy na modlitwie, tam też razem podejmujemy działania, które są owocem jedności i owocują jednością.

W.:To jest kwestia współpracy ze świeckimi. A jak wychowywać następców wśród kapłanów?

ks. M.K.: Najpierw to jest w ogóle sprawa odnoszenia się do innych kapłanów. Ich odmienność w działaniach duszpasterskich nie jest zagrożeniem dla Kościoła, ale szansą. Każdy z nas do kapłańskiej posługi wnosi swą wyjątkowość. Czasem spotykam księży, którzy nigdy nie doświadczyli małych wspólnot, ale widzą ich owocność w konkretnych ludziach. Takim trzeba w normalny sposób, bez zadęcia i emfazy, ukazać jak mogli by sami wzrastać na takiej drodze, a jednocześnie jak bardzo bogate mogłoby być przez to życie wiary tych, których powierzono ich pasterskiej pieczy. Warto słuchać doświadczeń starszych i nie gasić entuzjazmu młodszych (sam gdzieś pomiędzy tymi dwoma określeniami jestem zawieszony). Nikt z nas nie jest wszystkowiedzący ani doskonały, tzn. bezbłędny. Widzę konieczność zwrócenia się do „emerytowanych” moderatorów, którzy mogą wiele wnieść do różnych wspólnot. Trzeba im pomóc odszukać „stare buty” czasem kapłańskiej młodości, a potem na nowo założyć je by głosić Ewangelię. Warto przy tym skorzystać z ich dawnych uczestników, czy animatorów, zwłaszcza tych, którzy nadal trwają we wspólnocie. Niech zobaczą owocność swych poprzednich działań i przekonają się, że było warto wtedy, więc warto i dziś.

Wiele dzieł w Kościele rozbija się o partykularne interesy duchownych, o brak jedności i współpracy. Dlatego musimy zwrócić uwagę na wspólne działanie w każdym wymiarze posługi. Trzeba rozmawiać, czasem spierać się, ale być jednością, zwłaszcza przed Panem na modlitwie i Eucharystii. Warto też dzielić się sukcesami, nie po to, żeby zawstydzić innych, ale by zainspirować, pokazać, że można, że damy radę jeśli będziemy w jedności, nawet, a może zwłaszcza, gdy będzie złożona z różnorodności.

Posłuszeństwo przełożonym nie jest zagrożeniem, bo wynika nie z relacji tego świata, ale z Bożego nadania. Przecież On też musi jakoś blokować nasze błędne drogi.

Wszystkim powinniśmy ukazywać możliwości jakie dają wspólnoty, to, że nie są zagrożeniem, ale szansą dla naszych parafii. Służy temu pożywka intelektualna (sympozja, odczyty, spotkania, publikacje), ale najlepiej przykład konkretnych duszpasterzy, parafii, wspólnot. Promowanie w mentalności kapłanów takich działań, czasem obrona wobec zarzutów, otwartość i współpraca wiele mogą.

W.:Na bazie takich dobrych relacji będzie możliwe zachowanie ciągłości pracy mimo zmian personalnych w parafiach?

ks. M.K.: Każdy kapłan, choćby najbardziej charyzmatyczny, musi podporządkować się prostej logice kontynuacji posługi. Jak mówiłem, Kościół nie zaczął się od kogokolwiek z nas i na nas się nie skończy. Trzeba uszanować to, co zbudowali poprzednicy, maksymalnie wykorzystując ich trud. Każdy, kto zaczynał na pustym polu wie, jak trudno wznosi się od zera. Nikt nie wymaga, aby kontynuacja była tylko powielaniem tego co wcześniej. Ma być twórcza, to znaczy wnosząca specyfikę nowego czasu i nowych osób. Kościół jest nieustannie reformującą się wspólnotą lub jak niektórzy mówią, jest wspólnotą w permanentnym kryzysie, gdzie ten ostatni jest zarazem szansą jak i niebezpieczeństwem. Dlatego potrzeba nam pokory w dziele kontynuacji tego, co zaczęli nasi poprzednicy. Jednocześnie musimy dostrzec, iż naiwnością jest budowanie na sobie i swojej wyjątkowości, jako głównej zalecie. Wiadomo, miło jest być ojcem założycielem i z dumą wskazywać na swoje dziecko, ale w posłudze kapłańskiej nie o to chodzi.

Jeśli ksiądz inicjuje jakieś dzieło duszpasterskie powinien, wznosząc jego fundamenty, pamiętać, iż jest w tym miejscu tylko na jakiś czas. Dlatego warto myśleć o tym, kto i jak mógłby to kontynuować. Warto od początku zakładać długotrwałość działania, bo to nie rani ludzi, których rozbudzono, a potem wrzucono do zimnej wody. Niekiedy wspólnoty są oparte na wyjątkowości księdza obdarzonego wyjątkową charyzmą, który porwał i zachwycił najczęściej młodych ludzi. Kiedy odchodzi z parafii, żaden mu nie dorówna, co skończy się obumarciem wspólnoty.

W.:Właśnie. To jest właściwie powszechny problem. W mojej parafii dokładnie widzę, jak ze zmianami wikariuszy zmieniają się grupy młodzieżowe. Czy można coś z tym zrobić?

ks. M.K.: Lekarstwem na to jest droga formacyjna, która zakłada posłuszeństwo kapłana wobec głównych idei tej formacji. Nie blokuje to ani jego charyzmatyczności, ani wyjątkowości, ani jakichkolwiek cech jego charakteru, czy intelektu, a jednocześnie pozwala go w nieskomplikowany sposób wymienić na innego, który też będzie mógł być sobą, co ubogaci wspólnotę, dopełniając braków poprzednika. Pokusa wyjątkowości, na zasadzie „ja i tylko ja”, nie licuje z kapłańską posługą. Czasem warto by, dla dobra duchowego, wspólnota mogła doświadczyć innego pasterza, który skoryguje to co niedowartościowane. Wszak nikt nie musi być od wszystkiego, niechaj każdy pielęgnuje swoje charyzmaty, jednocześnie nieustannie się rozwijając w tych dziedzinach, w których niedostawał.

Wielkość księdza widać gdy odejdzie. Kiedy nic się nie sypie, bo są ukształtowani liderzy, którzy przyjmą z kredytem zaufania nowego pasterza i będą go wspierać, a nie pouczać.

W.:Czasem to wspólnota ma trudności z przyjęciem nowego księdza.

ks. M.K.: Nieustanne porównywanie i nostalgia za poprzednim moderatorem jest bolesną sprawą. Trzeba docenić to, co zrobił, ale żyć tu i teraz. Do tego ksiądz powinien formować wspólnotę od samego początku, także poprzez szacunek dla poprzedników. Warto posługę w nowym miejscu zacząć od kawy ze swoim poprzednikiem, aby płynnie przejąć posługę, niejako w punkcie zmiany personalnej. Mówię to w oparciu o swoje doświadczenia, zarówno pozytywne jak i negatywne. Wiadomo, że zawsze boli jak praca, czasem kilku lat, zostanie rozmontowana w kilka miesięcy, a cieszy, jak trud nie poszedł na marne i zakwitł w niespodziewany sposób.

W.:A może ksiądz, który odszedł powinien nadal jakoś czuwać nad wspólnotą?

ks. M.K.: Moim subiektywnym zdaniem po odejściu trzeba powstrzymać się od oceniania swego następcy, wspierać go radami, jeśli tego chce, ale nie na siłę. Trzeba dać mu możliwość poukładania wielu spraw po swojemu. Warto dopingować ludzi do wspierania go i postarać się odłączyć emocjonalnie od wspólnoty, aby nie mieć pokusy kierowania nią z tylnego siedzenia.

W.:Bywa, że to członkowie wspólnoty nie mogą się odłączyć od księdza…

ks. M.K.: Nie wydaje się roztropnym przywiązywanie konkretnych osób, zwłaszcza liderów, animatorów, odpowiedzialnych, do siebie. To nie mogą być moi ludzie, oni są wprawdzie kształtowani przeze mnie, ale nie dla mnie. To ludzie Chrystusa. Nie mam do nich praw własności. To bardziej ja – kapłan – jestem ich, niż oni moi. Dlatego niech przyzwyczajają się do nowego księdza, z nim jeżdżą na rekolekcje. Sentymenty nie dają życia, a często pogrążają w depresji.

Pokora wobec charyzmatu

W.:Jednak również jeśli nowy ksiądz przejmuje opiekę nad wspólnotą, mogą pojawić się problemy. Nierzadko bywa, że prowadzi ją po swojemu, odrzucając jej tradycje i dotychczasowy styl  funkcjonowania.

ks. M.K.: Kolejnym ważnym wątkiem jest pokora wobec konkretnego charyzmatu. Wiadomo, nie trzeba być specjalistą od wszystkiego. Każdy ma prawo do przestrzeni w których łatwiej się porusza. Ale nie jest roztropną rzeczą na siłę reformowanie wszystkiego pod siebie. Czasem ksiądz znający się na pewnej drodze formacyjnej czy na jakieś rzeczywistości duszpasterskiej, deformuje to, co zastał, aby przypominało to, w czym się dobrze czuje. Hasło: „od dziś będziecie…” Trzeba pokory wobec tego, co Duch Święty rozpoczął w konkretnych ludziach. Co szkodzi kontynuować to co było, a jednocześnie zacząć coś nowego? Oczywiście roztropnie, aby nie marnotrawić sił i nie antagonizować ludzi.

W.:Najlepiej oczywiście jest wtedy, jeśli ksiądz również jest związany z danym ruchem.

ks. M.K.: Choć zasadniczo każdy ksiądz może służyć każdemu ruchowi, gdyż w fundamentalnych kwestiach teologicznych i duszpasterskich jest do tego przygotowany, to oczywiście wielkim skarbem dla wspólnoty jest kapłan żyjący jej specyfiką, uznający jej duchowość jako swoją i kroczący drogą tej formacji. To doświadczenie drogi przebytej przez siebie samego jest nie do zastąpienia w żaden sposób, gdyż osobistego doświadczenia nie zrównoważy żadna teoria, ani przyglądanie się życiu innych osób. Z tych racji wielkie znaczenie ma osobiste doświadczenie księdza. Jeśli kiedykolwiek, czy przed, czy w czasie seminarium, czy na jakieś placówce spotkał się z jakąś wspólnotą i zachwycił, to warto aby to doświadczenie kontynuował tam, gdzie go Bóg pośle.

W.:Jednak wielu księży wcale nie kontynuuje tego, z czym się zetknęli i co robili wcześniej.

ks. M.K.: Można powiedzieć, iż są tacy co wyrastają z jakieś wspólnoty. Niestety są i tacy, co wyrastają w znaczeniu, iż wydaje im się, że to było coś dziecinnego, a teraz jest dorosłe życie i zapominają o swej przeszłości. Smutne jest to, iż kapłani, którzy wcześniej, zarówno w czasach przedseminaryjnych, jak i jako młodzi księża przeżywali jakąś drogę formacyjną i doświadczenie wspólnoty, kiedy zostają proboszczami, to tak jakby z tego nic nie pamiętali. Być może specyfika nowej parafii utrudnia realizację ideałów konkretnej wspólnoty, ale patrząc przez pryzmat długoletniości posługi proboszczów, jest czas by powoli, niejako metodą kropelkową, wprowadzać te myśli w posługę duszpasterską. Może warto zobaczyć jak wielkim oparciem dla kapłana jest taka mała wspólnota. Ile otrzymuje posługując w niej. Nie chodzi tu tylko o wsparcie w pracach, zarówno duszpasterskich, jak i materialnych, czy administracyjnych, ale nade wszystko w wsparciu duchowym, zwłaszcza w wymiarze chrześcijańskiego wzrostu. 

Kapłan w Ruchu

W.:To, co Ksiądz dotąd mówił, dotyczy zasadniczo do wszelkich wspólnot. Spróbujmy więc teraz odnieść je  do naszego Ruchu.

ks. M.K.: Jest to doświadczenie dla mnie osobiście najbliższe. Specyfika oazy wynika między innymi z osoby Założyciela – księdza. Widać potrzebę charyzmatycznego moderatora, jednocześnie wiernego charyzmatowi Ruchu. Nasz Ruch jest wezwany do odnowy parafii, to jego specyfika, więc potrzebuje kapłanów, bo to oni decydują o tym, co dzieje się w parafii. Oczywiście, kiedy charyzmatem oazy żyje proboszcz, to wszystkie działania duszpasterskie są przeniknięte myślą o wspólnocie wspólnot, o małych grupach i katechumenacie. Ksiądz Franciszek pragnął formować kapłanów, także tych bardzo młodych, aby ujrzeli piękno wizji parafii jako wspólnoty wspólnot i zachwyceni tym w swych parafiach realizowali ją najpierw jako wikariusze, a z czasem jako proboszczowie.

W.:Czyli „parafia według modelu oazowego”?

ks. M.K.: Nie chodzi tu o „oazową parafię”, ale Chrystusową, przenikniętą duchem Soboru Watykańskiego II i wskazaniami Synodów Biskupów oraz bieżącym nauczaniem papieży. Można powiedzieć, iż jedną z form posługi Ruchu na rzecz jedności Kościoła jest kształtowanie kapłanów do posługi duszpasterskiej właśnie w sferze małych wspólnot, jako żywych i życiodajnych tkanek parafii, zwłaszcza w kwestii ich jedności przy zachowaniu ich wyjątkowości. Dlatego kapłan w Ruchu nie musi być inicjatorem wszystkiego i solowym zawodnikiem, ale ma być zwornikiem, stróżem jedności i charyzmatu.

W.:Jakie więc moglibyśmy wskazać zadania kapłana?

ks. M.K.: Ma budować jedność wewnątrz wspólnoty, pomiędzy poszczególnymi drogami formacji, w ramach parafii, zwłaszcza między wspólnotami, a także w wymiarze ponadparafialnym. Jego zadaniem jest zwłaszcza formowanie diakonii, a także dbanie o proporcje pomiędzy formacją a posługą, aby nie nastąpiło niedowartościowanie którejkolwiek z tych życiodajnych sfer życia wspólnoty. Ma pilnować aby wspólnota nie stała się zamkniętym i jałowym kręgiem wzajemnej adoracji, ani też by nie stała się stowarzyszeniem aktywistów, którzy działają dla samego działania. Jak dobry wódz nie tyle rozkazuje i rozlicza, co prowadzi do boju poprzez swój przykład wiary i miłości.

Wierność charyzmatowi, zarówno kapłaństwa, jak i charyzmatowi Ruchu, owocuje zachwytem w oczach uczestników, i to zachwytem nie tyle księdzem, co Jezusem w nim i poprzez niego działającym, to zachwyt pięknem Kościoła.

Kolejnym zadaniem kapłana w oazie jest pomoc teologiczna. Ruch podejmuje w swej formacji różne kwestie dotyczące wiary, nie tylko te związane z życiem modlitwą, lekturą Słowa Bożego, czy dylematami moralnymi, ale także te dogmatyczne, biblijne, historyczne, organizacyjne czy duszpasterskie, a nawet pedagogiczne i psychologiczne. Wielość tematów i zagadnień zmusza moderatora do nieustannego rozwoju intelektualnego, zwłaszcza, iż formacja Ruchu to kawał porządnej teologii zwłaszcza dogmatycznej (dane mi było usystematyzować to zagadnienie w ramach rozprawy doktorskiej).

Specyfika oazy, jako ruchu eklezjalnego, zakłada równoległą formację osób w różnym wieku i sposobie życia, dlatego też moderator ma dbać o jedność tych poszczególnych dróg i uzupełnianie się ich w diakonii na rzecz parafii i Ruchu. Wynika stąd wezwanie do inicjowania i opieki na różnymi wspólnotami oazowymi. Nie jest istotne, w której „części” Ruchu porusza się, czy poruszał. Ksiądz może owocnie posługiwać dla wszystkich kroczących droga tego charyzmatu, a zarazem jest zaproszony do inicjowania tych „brakujących” części w swojej parafii. Ta myśl skierowana jest zwłaszcza do tych księży, którzy doświadczyli oazy w czasach młodzieńczych, seminaryjnych czy wikariuszowskich, aby na kolejnych etapach swego powołania (seminarium, wikariat, probostwo i co tam Bóg da), kroczyli po drogach formacji oazowej i innych, zarówno duchownych, jak i świeckich, do niej zapraszali.

Z własnego doświadczenia, przecież nie takiego wielkiego, widzę jak owocne jest posługiwanie charyzmatem Ruchu dla ludzi w różnym wieku i specyfice życia. Osobiście doświadczyłem deuterokatechumenatu jako licealista, posługiwałem jako animator, kleryk, a teraz jako moderator. Dane mi było posługiwać dla dzieci, młodzieży, studentów, dorosłych, rodzin, osób konsekrowanych, a także kapłanów. I widzę ile mi to dało, jak bardzo mnie to rozwinęło. Jednocześnie z biegiem lat co raz bardziej widzę wielowątkowość formacji oazy i jej skierowanie do zasadniczo każdego chrześcijanina.

W.:Czym osobiście dla Księdza jest droga oazowa?

ks. M.K.: Oczywiście nie twierdzę, iż poza oazą nie ma zbawienia, jednak doceniam to, że na tej drodze ja odnalazłem Jezusa, który daje mi zbawienie. Czuję się wdzięczny za dar Ruchu i próbuję go niejako spłacić posługując w nim i dla niego. To jest nie tylko moje „narzędzie” duszpasterskie, ale to moja droga wiary, to jest moja wspólnota, w której się rozwijam i w której zarazem posługuję. Widzę jak bardzo potrzeba ukazywać moim braciom w kapłaństwie specyfikę charyzmatu Ruchu, jak bardzo trzeba ich uczulać na wierność temu charyzmatowi.

Pamiętam jak próbowałem jako młodziutki ksiądz zmieniać Ruch reformować go, unowocześniać, teraz widzę swoją pychę. Staram się dobrze wykorzystać swoje doświadczenia i wiedzę, aby oaza się rozwijała, przecież nie możemy zostać skansenem polskiego duszpasterstwa z czasów zmagania się z komunizmem. Jednak widzę konieczność trwania w jedności, potrzebę słuchania innych, zarówno moderatorów, pań z Instytutu, jak i świeckich – młodszych i starszych. Czasem to, co mi się wydaje, tak bardzo subiektywnie dobre dla mnie, niekoniecznie będzie służyło innym. Nie chodzi o działanie na siłę i np. wierność czysto literalną. Tu chodzi o życie przeniknięte światłem – Bożym Światłem. Potrzeba więc tej równowagi pomiędzy otwartością na podszepty Ducha, a co za tym idzie pewnym dynamizmem, improwizowaniem, aktualizacją, a trwałością wierności charyzmatowi, skutecznej metodzie, specyfice długodystansowej drogi formacyjnej.

Kiedy podejmowałem kolejne posługi, na różnym stopniu zaangażowania, dostrzegałem celowość pewnych wcześniej niezrozumiałych działań. Szersze spojrzenie dużo daje i pozwala na nowo zachwycić się charyzmatem. Osobiście zapraszam do uczestnictwa w rekolekcjach kapłańskich, ale także w ORD, ORDW, czy ORAE (te znam z autopsji), aby mieć szerszą wizję Ruchu. Dużo dają też dni wspólnoty, a zwłaszcza DWDD, czy spotkania ogólnopolskie (Kongregacja, Podsumowanie, KKM). Nie trzeba tam się od razu „udzielać”, ale zawsze można czymś się zainspirować. Wiele daje różnorodność posług, broni to przed sztampowością i rutyną. Dla mojego kapłaństwa Ruch Światło-Życie to radosna, fundamentalna i życiodajna rzeczywistość.

 

W.:Dziękuję za rozmowę.