Dar Ruchu Światło-Życie

(198 - luty - marzec 2014)

z cyklu "Pamięć świadków"

Wiara, poświęcenie, miłość

Krystyna Szewc, Maria Kopeć, Barbara

Antoninę Kalicińską poznałam w naszym ośrodku ewangelizacji w Zakopanem. Przyjechała ze swoim synem Andrzejem, który potem na pewien okres zamieszkał z nami. To właśnie obecność Andrzeja była okazją do spotykania się z nią w naszej wspólnocie. Pani Antonina bywała także w Krościenku na rekolekcjach, na których podejmowała wielorakie posługi. 

Była wtedy emerytowaną nauczycielką, matką licznej rodziny. Ojciec Franciszek zwracał się do Niej: Mama Kalicińska, a będąc w okolicach Nysy odwiedzał całą rodzinkę w Kopernikach, gdzie wówczas mieszkali. Kiedy pani Antonina przyjeżdżała do Lublina, starała się pomaga

 nam w przygotowaniu posiłków, zaprawianiu owoców itp. 

Pani Antonina opowiedziała mi kiedyś pewne drobne ale wymowne wydarzenie dotyczące ks. Blachnickiego: miało ono miejsce na oazie młodzieżowej, na której zajmowała się kuchnią. Wszyscy uczestnicy wyszli właśnie na Mszę św. na Kopią Górkę, gdzie i ona się wybierała. Była przekonana, że się spóźni, bo młodzi poszli szybko, a ona zmęczona wolniej pokonywała liczne schody. Kiedy jednak weszła na werandę przed kaplicą, zauważyła Ojca Franciszka siedzącego w skupieniu, ubranego już w szaty liturgiczne. W kaplicy była cisza, co oznaczało, że przygotowania do Eucharystii zostały już zakończone. Ojciec widząc, że weszła, wstał i skierował swoje kroki na schody, prowadzące do kaplicy. Wtedy dotarło do niej, że zaczekał aż przyjdzie.

Choć zwykle promienna, uśmiechnięta – zauważyłam, że nie należy do osób zbyt zdrowych i odpornych, że szybko czuje się osłabiona. Być może odzywały się już w jej organizmie symptomy choroby nowotworowej, która zaatakowała ją nagle i miała ostry i krótki przebieg. 

Pani Antonina była kobietą oddaną Bogu. Zwierzyła mi się, że kiedy tylko zostaje sama w domu, natychmiast z radością poświęca czas na modlitwę, której jest spragniona. Modlitwa jej dojrzewała w klimacie duchowości karmelitańskiej. W tym środowisku odnalazła kierownictwo duchowe, uczestniczyła w wielu seriach rekolekcji prowadzonych przez O. Cherubina, karmelitę z Czernej. Jej relacja z Chrystusem mająca wymiar oblubieńczy, promieniowała na innych. Dla mnie także była umocnieniem. Nawet obecnie, po latach pani Antonina jest dla mnie czytelnym świadkiem wiary. 

Sprawy trudne, których nie brakowało matce wielodzietnej rodziny, rozwiązywała w sposób duchowy. Wyczuwałam u niej jakże ciężki bagaż doświadczeń macierzyńskich, bogactwo uczuć, pragnienie bycia wierną powołaniu chrześcijańskiemu i rodzinnemu. Szczególnie swoich najbliższych pragnęła widzieć blisko Boga.

Jestem przekonana, że owoce tych trudów i pragnień, trwają w jej rodzinie. 

Krystyna Szewc

Wszczepiła mi miłość do Jezusa.

Mam na imię Marysia i jestem najmłodszym dzieckiem Antoniny Kalicińskiej. Właściwie to najkrócej z mojego rodzeństwa, bo 22 lata, cieszyłam się naszą wspaniałą, kochaną przez wszystkich, żarliwie wierzącą Mamę, z której jestem niezwykle dumna!!! 

Zaraziła mnie swoim ukochaniem Jezusa ponad wszystko. Ta miłość do Niego emanowała od Niej; ciągle mam przed oczyma jej łagodny uśmiech i oczy przepełnione łagodnością, gdy mówiła mi o Nim - czy to gdy czytała Pismo św. , brewiarz czy rozważania religijne albo odmawiając różaniec czy Koronkę.

Już od najmłodszych lat Mamusia prowadziła mnie do kościoła; uwielbiałam te chwile! Siedziałyśmy w bocznej, ukrytej ławce w kościele, uczyłam się od niej modlić, kochać Jezusa, zawierzać Mu się całkowicie. Były to jedne z najszczęśliwszych dla mnie chwil, kiedy byłam właśnie z Nią w kościele. Pamiętam też wieczory, kiedy klękaliśmy wspólnie z całą rodziną do modlitwy różańcowej, z rozważaniem tajemnic. Dzięki Mamusi moja wiara ma bardzo mocne, niezachwiane niczym fundamenty. Teraz ja pragnę zaszczepić w moich dzieciach tę mocną wiarę. Opowiadam im, jak niezwykle szlachetną osobą była ich Babcia, jak bardzo kochała Jezusa i jak swoje życie podporządkowała całkowicie Jemu. Moja Mamusia jest dla mnie wzorem człowieka wiary, wiem, że daleko mi do niej, ale staram się jak mogę. Szkoda mi tylko, że dane mi było być z nią najkrócej, że tak szybko zabrakło mi Jej, ale wiem, czuję to, że Ona czuwa nieustannie nade mną, i tam „z góry” opiekuje się mną. W ciężkich, życiowych chwilach, właśnie do Niej się zwracam, bo jestem przekonana, że wstawia się do Boga za mnie, i że mam najlepszego rzecznika tam w niebie.

Maria Kopeć

Miała potrzebę służenia Kościołowi. 

Mamusia to wielka wiara, miłość i poświęcenie. Chciała nam przekazać przede wszystkim prawdy ewangeliczne. Mówiła, że zamiast majątku przekazuje nam inne wartości, które miały stanowić podstawę naszych życiowych wyborów. Sama czerpała siłę z Eucharystii i cierpiała, gdy widziała, że oddalam się od tego Pokarmu. 

Zostawiła piękne listy, pełne matczynej troski, by jej córka nie zbłądziła. 

Pamiętam Jej odwagę w trakcie peregrynacji kopii Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, gdy jako nauczycielka narażała się na przykre konsekwencje ze strony komunistycznych władz. Była też wzywana do kuratorium, by tłumaczyć się, że nie świeci dobrym przykładem jako matka siedmiorga dzieci. Nikomu nie udało Jej się zastraszyć. 

Miała silną potrzebę służenia Kościołowi pod przewodnictwem Prymasa Wyszyńskiego. 

Zawsze niosła pomoc potrzebującym, chociaż sama miała niewiele. Działała bardzo dyskretnie.

Jej ufność do Pana, że podoła trudom wychowania tak licznej rodziny – była słaba fizycznie, czasami po prostu słaniała się z wyczerpania. 

Całe życie pracowała nad sobą, walczyła z przywarami. Dążyła do świętości. Mogłam się tylko domyśleć o jej cierpieniu, bo nigdy się nie skarżyła. Była to Jej ofiara za nas wszystkich.

córka Barbara