Praca nad sobą

(176 - styczeń 2011)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Wolne związki

Joanna Petry-Mroczkowska

Przez ostatnich 40 lat liczba przypadków wspólnego mieszkania par wzrosła w Stanach prawie dziesięciokrotnie, z 500 tys. do 4,76 mln. Dotyczy to ponad połowy kobiet między 25. a 39. rokiem życia. W USA ponad 50 procent takich związków prowadzi do małżeństwa, większość pozostałych rozpada się przed upływem pięciu lat.

Pierwsza forma, tzw. model skandynawski, to konkubinat zastępujący oficjalnie zawarte małżeństwo. Ma charakter trwały i zakłada rodzicielstwo. Druga to układ przedmałżeński, wynikający ze względów mieszkaniowych czy oszczędnościowych. W tym przypadku zwykle planowany jest ślub i z reguły do niego dochodzi. Kolejna forma ma charakter oportunistyczny — nie chodzi o przyszłość, liczą się tylko powody bieżące. Wymienia się tu wygodę wspólnego mieszkania, towarzystwo drugiej osoby  – niczego się nie ustala, nie ma żadnych reguł. W taki układ wpisana jest zgoda na odejście którejkolwiek ze stron w dowolnym momencie. Model czwarty to forma „chodzenia ze sobą”. W sytuacji, w której seks poprzedza wzajemne poznanie, młodzi ludzie, nie-wiele o sobie wiedząc, chcą się przeko-nać, czy do siebie pasują. Ma to jakoby zapobiec rozwodom. Chociaż statystyki tego nie potwierdzają, aż 62% ludzie między 20. a 29. rokiem życia uważa, że wzięłoby ślub tylko z kimś, kto zgodziłby się na wcześniejsze wspólne życie.

Praktyka społeczna takich związków nieformalnych jest stosunkowo krótka. Prowadząca wspólne gospodarstwo para w przypadku związków nieformalnych dwóch ostatnich typów wygląda jak małżeństwo, ale – przestrzegają profesjonalni obserwatorzy – w istocie różni się od niego zasadniczo. Wydawać by się mogło, że taki związek daje szanse obu płciom. Gdy młodzi dobiegają trzydziestki, sytuacja obu stron zaczyna się jednak istotnie różnić: wybór kobiet się kurczy, mężczyzn – poszerza. Ponieważ taka forma związku z reguły trwa kilka lat, z perspektywy pragnącej wyjść za mąż kobiety w przypadku rozpadu oznacza on czas stracony, natomiast mężczyźnie daje pełną wolność i większość wygód małżeństwa. On nic nie ryzykuje, niczego nie obiecuje. W praktyce okazuje się, że mężczyzna daje się kobiecie obsługiwać, nawet jeśli sam potrafi dobrze sobie radzić z obowiązkami domowymi. Pod względem podziału zajęć domowych sytuacja par mieszkających razem bywa tak „nierówna”, jak w tradycyjnych małżeństwach. Jasne jest jedno: w znacznej większości przypadków wolny związek dla mężczyzny to stan wolny, dla kobiety — stan przedmałżeński.