Maryja

(148 - styczeń 2007)

Zakochany (świadectwo)

ks. Robert Klemens COr

czyli Kobieta mojego życia
Czy ksiądz może się zakochać? Takie pytanie bardzo często zadają ludzie księdzu. I choć wydawać by się mogło, że ten temat interesuje tylko młodzież, to spotkałem już całkiem nobliwe panie, które przejawiały żywe zainteresowanie miłosnymi doświadczeniami swoich duszpasterzy. Trzeba tu zaznaczyć, że nie były to dociekania złośliwe, a raczej pełne ciekawości, a może nawet troski.

Prawdą jest, że w seminarium usłyszałem od Ojca Duchownego, iż chłopak, który przychodzi „uczyć się na księdza” i nie przeżył miłości, jest w pewien sposób uboższy. Pamiętam, że wtedy ucieszyła mnie świadomość, że znalazłem się w seminarium właśnie żeby rozwiązać problem młodzieńczej miłości. Ale po kolei.

Będąc promowanym do ósmej klasy (wtedy nie było jeszcze gimnazjów) uczniem usłyszałem w kościele, na początku wakacji ogłoszenie, że w mojej parafii będą zapisy tych, którzy wybierają się na pieszą pielgrzymkę z Poznania na Jasną Górę. Zastanowiwszy się stwierdziłem, że jeśli nie spróbuję, nigdy nie będę wiedział czy dojdę. Wybrałem się więc. Właśnie tam Ją poznałem. Była niesamowita. Niezwykle piękna, ale zarazem jakby zwyczajna; zrównoważona, ale gotowa na największe ryzyko; trochę staromodnie ubrana, ale to dodawało jej powabu i dostojeństwa. No właśnie, była zarazem wyniosła i całkiem przystępna. Miała cudowne brązowe oczy, nieco wąskie usta i śniadą karnację skóry. Natychmiast stała się obiektem moich westchnień. Pierwsze spojrzenie, pierwsze słowo, pierwsze szybsze bicie serca i już wiedziałem - to była Miłość. Nieco dziwna i zaskakująca, a dodatkowo skomplikowana tym, że moja Wybranka nie była z Polski. Nasza pielgrzymkowa grupa składała się z pątników pochodzących z Niemiec, Włoch, Francji i Ziemi Świętej. Ona była właśnie z Izraela. Chociaż nasze spotkania nie trwało długo, a ja nie całkiem znałem język, to umówiliśmy się, że ponownie zobaczymy się najpóźniej za rok. O całej sprawie nie mówiłem nikomu bojąc się, że znajomość z Żydówką może stać się przyczyną rodzinnych napięć albo żartów.

Utrzymywaliśmy kontakt listowy. Po roku spotkaliśmy się ponownie. Bałem się jak to będzie? Taki długi czas niewidzenia się. Może coś się zmieniło? Czy nasza miłość jeszcze trwa? Okazało się, że uczucie nie wygasło, a wręcz przeciwnie, podsycone długim oczekiwaniem i koniecznością rozłąki, eksplodowało z nową siłą. Przez kolejne lata scenariusz się powtarzał, a zmieniło się tylko to, że coraz głośniej mówiłem w domu, iż chciałbym związać swoje życie właśnie z Miriam (tak miała na imię). Najpierw było wyczekujące milczenie (pod hasłem „poczekajmy, pewnie mu przejdzie”), a wobec niezmienności moich planów w końcu aprobata. Ona wyszła z propozycją, abyśmy razem zamieszkali. Zapraszała mnie do siebie, ale ja nie chciałem tracić kontaktu z najbliższymi. Znaleźliśmy w końcu rozwiązanie, które było i dla Niej, i dla mnie optymalne. Okazało się bowiem, że Ona ma niedaleko Poznania dom, w którym jest dużo wolnego miejsca i bardzo chętnie pozwoli mi się tam wprowadzić, tak na próbę. Ja nie miałem wątpliwości, bo jak się kocha, to się wie, ale moi bliscy zastanawiali się jak długo wytrzymamy i co z tego będzie. Toczyły się długie dyskusje i używano przeróżnych argumentów, żeby wpłynąć na naszą decyzję i wyperswadować nam ten niedorzeczny pomysł. Ale myśmy już postanowili - chcemy być razem.

Żeby jednak nikt nie poczuł się dotknięty ani obrażony zdecydowałem, że jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie pójście do seminarium. Żeby przeczekać, sprawdzić siebie i tę Miłość.

Seminarium skończyłem, zostałem księdzem i uczciwie muszę powiedzieć, że tamta Miłość sprzed lat nie wygasła, bo jak powiedział ktoś mądry „to, co prawdziwie się zaczęło, nigdy się nie kończy”, albo „stara miłość nie rdzewieje”.

Dzisiaj z Miriam spotykamy się regularnie. Jesteśmy razem, kochamy się, może już nie tak młodzieńczo jak kiedyś, bo przybyło i lat i, doświadczeń, ale nadal w imię tej miłości gotowi jesteśmy zrobić wiele. I chociaż być może zgorszę tym zdaniem niektórych to powiem, że jeżeli nie byłbym zakochany, to byłbym nieszczęśliwy, a będąc kapłanem z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ksiądz nie tylko może, ale wręcz musi się zakochać - byle tylko obiektem jego westchnień była ta, która ma na imię MIRIAM i jest ROSA MISTICA.

P.S. Ta miłość nie jest zarezerwowana tylko dla księży. Zakochać się w Miriam może każdy. Życzę wielkiej Miłości.