Praca

(217 - wrzesień - październik 2017)

z cyklu "Dzieła żyjącego Boga"

Życie jest cudem

Ewa

Mój pierwszy wyjazd na oazę uświadomił mi wiele rzeczy i to już pierwszego dnia. Kiedy całą grupką poszliśmy na łąkę, na której rosła zielona trawa i gdzie w oddali pasły się owce, usłyszałam coś bardzo ważnego — dwa zdania, które zmieniły moje spojrzenie na wiarę oraz własne życie: „Bóg cię kocha i ma dla twojego życia wspaniały plan” oraz „Życie jest cudem”. Wcześniej się w ogóle nad tym nie zastanawiałam, ale w ciągu tych piętnastu dni Oazy Nowego Życia zrozumiałam, że przecież w moim życiu wydarzyło się wiele cudów – i tych dużych, i tych małych, że tak naprawdę całe moje życie to świadectwo chwały i potęgi Pana.

Na drugim stopniu Oazy Nowego Życia pojawia się hasło tabernakulum — nie tylko w kontekście konkretnego miejsca w kościele, w którym obecny jest Bóg, ale także w znaczeniu wszystkich momentów życia, w których wydarzyły się cuda i które potem w chwilach zwątpienia pomagają iść naprzód. Moim największym tabernakulum są moje narodziny. Moja mama zachorowała na różyczkę, gdy jeszcze była w ciąży. Ta niepozorna choroba jest jedną z najgroźniejszych dla kobiet w ciąży, ponieważ atakuje również płód. Dlatego było wiadomo, że urodzę się chora, być może martwa. Urodziłam się żywa, choć potem przez długi czas chorowałam i chwytałam wszystkie możliwe infekcje. Jednak nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że w ogóle nie słyszałam. Lekarz powiedział moim rodzicom, że nigdy nie wypowiem ani jednego słowa. A jednak — przez kolejne lata uczyłam się, jak mówić. Zaczęłam też słyszeć, ponieważ dostałam aparaty słuchowe. Noszę je zresztą do dziś. I dlatego uważam swoje narodziny za cud, którego medycyna nie potrafi wyjaśnić, bo z naukowego punktu widzenia nie powinnam w ogóle słyszeć czy tym bardziej mówić. Jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.