Kapłaństwo

(127 - styczeń 2004)

Wtajemniczenie

rozmowa z Aleksandrą Kulczyńską

— Diakonia Deuterokatechumenatu jest, jak się zdaje, najmłodszą Diakonią, która powstała w strukturach Ruchu Światło–Życie?

— Myślę, że trzeba by powiedzieć, iż jest to raczej diakonia „zapomniana”. Tak naprawdę jej historia rozpoczyna się u samego początku tworzenia wizji Ruchu przez ks. Blachnickiego. Na VI Kongregacji Odpowiedzialnych w 1979 r. w swoim referacie Ojciec Założyciel, omawiając służbę Ruchu dla parafii, kreśląc strukturę poszczególnych diakonii, umieścił już wtedy Diakonię Deuterokatechumenatu jako trzecią w hierarchii ważności (jeśli można tak powiedzieć), po Diakonii Wyzwolenia i Ewangelizacji.

W roku 2002, kiedy tematem pracy rocznej był „Deuterokatechumenat”, pojawiło się pragnienie nowego spojrzenia na posługę Diakonii Deuterokatechumenatu, rozpoznania jej zadań w aktualnej sytuacji Ruchu. Na zakończenie tamtego roku formacyjnego zrodziła się myśl, aby zorganizować rekolekcje dla osób chcących pogłębić swoją duchowość w ramach charyzmatu Światło–Życie. Przyjechało do Krościenka kilka młodych osób, które zgromadził jeden problem: formacji deuterokatechumenalnej w ich diecezjach.

— Na czym polegał ten problem?

— Nowa sytuacja dla Ruchu — w wielu parafiach nie istnieje wspólnota oazowa lub nie istnieje grupa po danym stopniu. Bywa też tak, że są animatorzy, tzw. „bezrobotni”, czyli nie prowadzący aktualnie żadnej grupy. Problem polega na skoordynowaniu formacyjnej pracy rocznej w diecezji tak, by wszystkim osobom zapewnić kontynuację spotkań na drodze deuterokatechumenatu, a animatorom możliwość posługi.

— Czy to znaczy, że Diakonia Deuterokatechumenatu ma zadania czysto organizacyjne?

— Nic podobnego. To jest tylko zewnętrzna forma działania. Sens istnienia takiej diakonii jest o wiele głębszy i należałoby dopatrywać się go w rozumieniu pojęcia „deuterokatechumenatu”.

— Może więc wyjaśnijmy, co znaczy „deuterokatechumenat”. Przypuszczam, że dla niektórych czytelników słowo to może brzmieć tajemniczo.

— Jeśli przyjrzeć się jego genezie, to zobaczymy, że rzeczywiście łączy się ono z tajemnicą, a raczej z wtajemniczeniem. Sam przedrostek „deutero” oznacza „powtórny”, natomiast katechumenat powinien kojarzyć się z początkami chrześcijaństwa. W pierwszych wiekach, zanim wprowadzono kogoś do wspólnoty chrześcijan, musiał odbyć długą drogę przygotowania, składającą się z wielu etapów, weryfikacji, wtajemniczania w poszczególne prawdy życia duchowego. Po Soborze Watykańskim II Kościół dopracował się podobnej formy przygotowania dorosłych katechumenów, którzy pragnęli zostać przez chrzest włączeni do wspólnoty Kościoła. Ks. Franciszek Blachnicki na bazie właśnie „Obrzędów Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych” opracował drogę deuterokatechumenalną Ruchu Światło–Życie dla osób ochrzczonych, chcących na nowo, powtórnie, teraz już świadomie wejść w żywe relacje z Chrystusem.

— Jaki więc jest ten głębszy sens posługi Diakonii Deuterokatechumenatu?

— Przede wszystkim należy zacząć od tego, aby osoby posługujące w tej Diakonii same głęboko przeżyły drogę deuterokatechumenalną Ruchu tak, by miały jasną wizję poszczególnych etapów formacji. Muszą wiedzieć do czego i w jaki sposób winny prowadzić poszczególne stopnie formacji kandydata. Dobrze jest też, gdy mają głębokie doświadczenie w życiu duchowym, poszerzone o znajomość etapów rozwoju psychofizycznego i duchowego człowieka, zagrożeń i trudności na drodze życia Bożego. Taka wiedza połączona z doświadczeniem ułatwia prowadzenie tych, dla których jesteśmy towarzyszami drogi.

Posługa członków Diakonii natomiast miałaby polegać na czuwaniu, pomocy w tym kroczeniu po konkretnie wyznaczonej drodze Ruchu.

— Czy jednak to czuwanie nie kojarzy się z kontrolą?

— Dla człowieka, który przychodzi ze współczesnego świata może mieć to początkowo taki oddźwięk, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do weryfikacji, castingów, rankingów, tzw. wyścigu szczurów. Tu jednak chodzi o coś innego. Pierwotny katechumenat potrafił łączyć wkład ludzki w formację (katechetyczne nauczanie, wsparcie rodziców chrzestnych i wspólnoty, skrutinia — egzaminy dopuszczające) z mocą nadprzyrodzoną (nakładanie rąk, egzorcyzmy, błogosławieństwa). Weryfikacja pokazuje, jak poważnie traktowano drogę do dojrzałości chrześcijańskiej. Choć wymagano szczerych i autentycznych motywów ze strony katechumena, to w ostateczności uznawano, że sam Pan Bóg oczyszcza, uwalnia i przemienia człowieka.

Wprawdzie nie dopracowaliśmy się w Ruchu systemu wspólnotowego rozeznawania dojrzałości, a nasze grupy oazowe wydają się być słabe duchowo i każdy taki gest mógłby być potraktowany jako arbitralny, to warto zastanawiać się nad tym problemem, myśleć o nim.

— Posługa Diakonii Deuterokatechumenatu nie jest więc łatwa.

— Mnie osobiście najbardziej niepokoi inny rys współczesnego stylu życia utrudniający permanentną formację — utrata wtajemniczającego charakteru społeczeństwa. Nie tylko dlatego, że rodzina, szkoła czy Kościół przestały pełnić funkcję integrującą, ale też z tej przyczyny, że człowiek przyzwyczajony jest do ogromnego tempa życia, w którym ceni się to, co ma skutek natychmiastowy. Nie jest atrakcyjne coś, co ustalone jest formalnie. Trudno zdobyć się na posłuszeństwo próbom związanym z wtajemniczeniem, gdyż widzi się to jako coś długo trwającego, zaprogramowanego i przede wszystkim prowadzącego do podjęcia konkretnego kroku, wiążącej decyzji. Nasze społeczeństwo jest pozbawione wyraźnych rytów przejścia z dzieciństwa do okresu młodzieńczego czy z młodości do dorosłości. Poza tym cywilizacja techniczna zajmuje się raczej teraźniejszością i nie ukierunkowuje na transcendencję, poszukiwanie sensu, ukazywanie tajemnicy. Raczej kreuje osobowość panującą nad sobą, czasem i rozwojem.

— A jak wytłumaczyć takie zjawiska jak zainteresowania psychologią alternatywną, jogą, hipnozą, sektami, subkulturami?

— Dobre pytanie. Myślę, że jest to pewne wynikające z natury człowieka dążenie, poszukiwanie transcendencji, próba wyjścia z anonimowości, braku ludzkiego ciepła w świecie zorganizowanym, zagonionym. W sektach pojawia się też element inicjacji, a więc moment wtajemniczenia, wprowadzenia w grupę, do której człowiek czuje się przynależny, gdzie spotyka go przynajmniej na początku ciepło, życzliwość, zainteresowanie.

W tym świetle warto zastanawiać się nad realizacją naszej deuterokatechumenalnej drogi, bogatej w ryty liturgiczne, kształtowaniem umiejętności interpretacji i rozeznawania etapów tej drogi, a także wiązania ich z egzystencjalną głębią człowieka.

Posługa Diakonii Deuterokatechumenatu jawi się więc jako zasadnicza, fundamentalna, konieczna dla procesu kształtowania dojrzałych chrześcijan, a więc dla realizacji celu istnienia Ruchu.

Podsumowując można tak powiedzieć: Diakonia Deuterokatechumenatu miałaby swoje zadania na płaszczyźnie organizacji, pomocy w drodze, szeroko rozumianej, a także nieustannego poszukiwania tych elementów (czy wypracowywania nowych), uwzględniających całego człowieka w jego środowisku egzystencji. To bardzo odpowiedzialne zadanie, wymagające dużego doświadczenia, życia charyzmatem Ruchu, ale przede wszystkim miłości człowieka, którego pragnie się zaprowadzić w ramiona kochającego Ojca.

— Dziękuję za rozmowę.